czwartek, 28 marca 2013

*Rozdział 2*

   Louis

   Obudziłem się dosyć późno, dokładnie po dwunastej. Jednak nie wstałem od razu, bo na podłodze spała Mayah, a nie chciałem jej budzić. W związku z tym leżałem i myślałem. Po głowie walały mi się różne pytania: Co teraz będzie? Czy mama poradzi sobie z nami? Czy będziemy akceptowani w szkole? Czy uda nam się zapomnieć o 'starym życiu' i zacząć wszystko od nowa? Sam nie potrafiłem sobie na nie odpowiedzieć... Martwiłem się, że ojciec będzie chciał nas odzyskać i wróci to piekło, z którego dopiero co się uwolniliśmy. Chyba przez to, że bardzo się wierciłem , bo chciało mi się do łazienki, obudziłem May. Gdy tylko otworzyła oczy, pobiegłem do toalety. Najgorsze było to, że nawet nie wiedziałem gdzie ona jest... Latałem od drzwi, do drzwi jak głupi. W ostatnim momencie trafiłem do dobrego pomieszczenia.
   Moje poszukiwania musiały wyglądać co najmniej śmiesznie, bo gdy tylko wyszedłem z łazienki, na korytarzu spotkałem mamę i Mayah, które padały ze śmiechu. Poczułem, że się rumienię, ale po chwili sam zacząłem się śmiać, bo wyobraziłem sobie to całe widowisko. Mama kazała nam wziąć prysznic, ubrać się i zejść na śniadanie. To była pierwsza dobra wiadomość, bo już powoli zaczynałem głodnieć. Ulgą było też to, że w domu znajdowały się aż trzy łazienki (dziwne, że gdy tak bardzo ich potrzebowałem, nie znalazłem ani jednej...) więc nie musiałem się kłócić z May, kto pójdzie pierwszy. W starym domu co prawda też były dwie łazienki, ale z jednej korzystał tylko tata, więc nam zostawała ta druga. 
   Zabrałem z pokoju jedynie świeże ubrania, bieliznę, płyn do mycia ciała, szampon, odżywkę, grzebień i pobiegłem do najbliższej toalety. 

   Mayah

   Postanowiłam wziąć długi, odprężający prysznic, bo na mokro zawsze lepiej mi się myślało. Kabina była wyposażona w masażery, więc kąpiel to byłą przyjemność. Pod lecącą wodą stałam chyba pół godziny zadając sobie wiele pytań, na które sama nie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Wiedziałam, że teraz musimy zacząć wszystko od nowa, chociaż to akurat mi nie przeszkadzało. Chciałam zapomnieć o ojcu, o tych wszystkich pobiciach... 
Z rozmyślań wyrwał mnie pukający do drzwi Louis, który krzyczał, że jest okropnie głodny, a mama nie chce zaczynać śniadania beze mnie. To było subtelne pośpieszenie mnie. Odpowiedziałam, że za dziesięć minut będę i zabrałam się do mycia.  Po wyjściu spod prysznica ubrałam się w TO i zabrałam się za suszenie włosów. Sięgały mi do linii talii więc długo mi to zajmowało. Pozostawiłam je rozpuszczone. W sumie wyglądały całkiem ok, bo rozjaśniane końcówki naturalnie się podkręcały. Włosy moje i Lou były największym zaskoczeniem u nas w rodzinie. Rodzice- czarne, my- brązowe. Dziwne... 
Rozmyślanie nad tym odłożyłam na kiedy indziej, bo pozostał mi jeszcze make-up, który zajmował mi najwięcej czasu. W końcu musiałam zakryć wszystkie siniaki, a było ich sporo. Gdybym tylko mogła, to nie nakładałabym pudru, bo moja cera była całkiem spoko. Nie przetłuszczała się, nie miałam żadnych niedoskonałości. No ale niestety musiałam... 
Rzęsy pomalowałam mascarą i wyszłam z łazienki. Na co dzień nie używałam kredki, Louis uważał, że najładniej mi w lekkim makijażu. 
   Kosmetyki zaniosłam do pokoju i zeszłam na dół. Znalezienie jadalni nie było problemem, bo była największa w całym domu. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia Lou wydał okrzyk radości, ale nie dlatego, że mnie zobaczył, tylko dlatego, że mógł już zacząć jeść. Obie z mamą roześmiałyśmy się i skinieniem głowy pozwoliłyśmy mu zacząć posiłek. Brat rzucił się na jedzenie co wyglądało komicznie. Mama cicho zachichotała i zabrała się za śniadanie. Jednak po chwili przestała jeść i przyglądała się nam, jakby widziała nas pierwszy raz w życiu. To było dosyć niezręczne. Gdy tylko zauważyła, że kątem oka też ją obserwuję, posłała mi ciepły uśmiech. 
- Przepraszam, że tak na was patrzę, ale nie mogę się wami nacieszyć... Tak wyrośliście... Wczoraj w nocy prawie was nie poznałam. Jedyne co się nie zmieniło to oczy.
- Ty też się zmieniłaś. Poznałam cię tylko dlatego, że mam takie zdję... Zdjęcie! O nie, moje zdjęcie!- krzyknęłam z takim przerażeniem w głosie, że nawet Louis, który do teraz nie odrywał się od posiłku, przerwał i spojrzał na mnie. Nie zważając na przerwane śniadanie, bez słowa pobiegłam na górę. 
   Wpadłam do pokoju jak tornado. Ubrania rozrzucałam po całym pomieszczeniu, a drobniejsze rzeczy typu kosmetyki, wysypałam na środek. Nic nie było ważne, musiałam znaleźć to zdjęcie, a dokładnie portfel, w którym je nosiłam. Obawiałam się, że zostało w domu taty, w kuchni, do której nie wchodziłam przy pakowaniu. Byłam tak przerażona, że nawet nie zauważyłam stojącego w otwartych drzwiach Louisa.
- Co ty do jasnej cholery robisz?!
- Szukam czegoś. Czegoś bardzo ważnego!
- A czego dokładnie?
- Niczego, nie ważne. Muszę to znaleźć i tyle!- odpowiadałam ani na chwilę nie przestając grzebać w torbach. 
- Tak miej sobie tajemnice przed bratem, który jest z tobą zawsze szczery...
Uderzył mnie w słaby punkt. Wiedział, że nienawidzę gdy jest smutny i w końcu się złamię. Zaniechałam chwilowo poszukiwania i wyjaśniłam mu że to zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. Jestem na nim ja, mama i jakiś chłopiec, którego nie znam. 
- Pamiętam tylko, że kiedyś się z nim bawiłam. Nasi rodzice chyba się znali, ale pewna nie jestem. To tylko dzięki tej fotografii pamiętałam jak wygląda mama. Zawsze miałam ją przy sobie w portfelu, ale teraz nie wiem gdzie on jest...
   Do oczu mimowolnie napłynęły mi łzy. Otarłam je szybko, żeby Lou nie zauważył. 
- Oj May, May. Co ty byś beze mnie zrobiła... Przecież ja mam twój portfel! A, prawda, ty o tym nie wiesz. No bo tak, gdy już mieliśmy wyjeżdżać z domu, pobiegłem jeszcze do kuchni, żeby się napić. Tam go zauważyłem to go wziąłem. Tylko, że później jakoś tak wyszło, że zapomniałem ci go dać.
- O Jezu, naprawdę?!- uszczęśliwiona podbiegłam i mocno go przytuliłam. 
Już po chwili w rękach miałam niebieska portmonetkę. Sama ona nie była taka ważna jak jej zawartość. Wyjęłam zdjęcie i trzymając je w garści zeszłam na dół. Było mi strasznie głupio, że tak bez słowa przerwała wszystkim posiłek. Od razu przytuliłam i przeprosiłam mamę. Oczywiście nie gniewała się. Po dokończonym śniadaniu chciałam odnieść talerze, ale przyszła jakaś pani chyba sprzątaczka, która zrobiła to za mnie. 
   Usiedliśmy w salonie. Mama chciała z nami porozmawiać, w końcu prawie nic o nas nie wiedziała, a to chyba niezbyt fajne uczucie nie wiedzieć nic o własnych dzieciach. Zaczęliśmy od szkoły. Wypytała się wszystko o oceny, nauczycieli, przyjaciół. Potem temat zszedł na nasze hobby i zainteresowania. Wyjawiłam, że Louis pięknie gra na gitarze, był samoukiem. 
- Mamo, gdybyś tylko słyszała jak Mayah śpiewa. A do tego jak tańczy!
- Przestań... Okropnie fałszuje, a te wygibasy i podskoki nazywasz tańcem?- odpowiedziałam trochę zaczerwieniona. 
- Oh, nie bądź taka skromna! Wygrywasz wszystkie konkursy tańca i śpiewu. Nawet miałaś reprezentować Polskę na konku...- przerwał bo z całej siły kopnęłam go w kostkę.
- Naprawdę May? Nie wiedziałam, że jesteś tak utalentowana... Zaśpiewasz mi coś?- zapytała mama.
- O, lepiej nie. Masz tu dużo szklanych rzeczy, a moje piski mogą to wszystko zniszczyć...
- No weź, Mayah, nie bądź taka. Mama musi wiedzieć jaki mamy talent w rodzinie! Zaśpiewaj to, czym wygrałaś ostatni konkurs.
- Stay? 
- O właśnie, Stay. Ta piosenka idealnie do ciebie pasuje. - zachęcał mnie posyłając ten swój uroczy, ciepły uśmiech. 
- No dobra, ale za wszystkie uszkodzenia słuchu nie odpowiadam.
Mama i Louis ryknęli śmiechem. Ja jeszcze trochę się wahałam, ale postanowiłam że zrobię to, dla mamy. Wybrałam tylko fragment, żeby ich nie zanudzić swoim wokalem.  
   Zdziwiła mnie jej reakcja. Ona się wzruszyła. Łzy leciały jej jak grochy a ja i Lou nie wiedzieliśmy jak mamy się zachować. 
- Babcia byłaby z ciebie dumna. Masz identyczny głos. Ona śpiewała równie pięknie...
- To nasza babcie śpiewała?
- Tak, była bardzo utalentowana... A co ty trzymasz tam w ręce? To to zdjęcie po które pobiegłaś? 
- Tak. Mamo, mam pytanie... Kim jest ten chłopiec, o tutaj?- zapytałam wskazując palcem na kędzierzawego.  
Mama wyjaśniła, że to syn jej byłego szefa. Dowiedziałam się także, że ten chłopiec to mój mąż, bo zaręczyliśmy się w dzieciństwie. Nagle przerwała opowiadanie i wyszła z pokoju. Wykorzystując jej nieobecność wydarłam się na Louisa, za to, że powiedział o śpiewaniu. Nie zdążyliśmy dokończyć rozmowy, bo mama wróciła. Wręczyła mi czerwone pudełeczko. 
- Co to jest?
- May, otwórz i zobaczysz...
   Rozpakowałam prezencik. Byłam zachwycona. W środku leżała mała, złota połóweczka serduszka. Musiała być bardzo stara, bo wygrawerowana na niej literka była wręcz niewidoczna. Serduszko było dosyć oryginalnie, bo nigdzie nie było złotych. W każdym sklepie, w którym kupowałam podobne, były tylko srebrne. Dowiedziałam się, że ta połówka jest od owego chłopczyka. Od razu przypięłam je do mojej bransoletki.
- Mamo, a jak ten 'Romeo' ma w ogóle na imię?- zapytał sarkastycznie Lou.
- Przykro mi, ale nie wiem. Nie pamiętam. Z jego rodzicami też już nie mam kontaktu... Ale jeżeli tylko chcesz May, to mogę jakoś zdobyć do nich numer telefonu?
- Nie, nie trzeba, to nic ważnego.
   W rzeczywistości bardzo chciałam się z nim spotkać, ale przecież nie mogłam zawracać głowy mamie. 
- No dobra kochani, bardzo miło się gadało, ale ja już muszę lecieć do pracy. A właśnie, bo pewnie nawet nie wiecie. Mam własny bank. No w zasadzie kilka banków w całym kraju, ale siedziba jest tu, w Wolverhampton. Na lodówce macie numery do lekarza, do mnie i do mojego biura. 
Przytuliła nas i wyszła. Zapadła dziwna cisza. Słychać było tylko krzątanie się kucharki zmywającej naczynia i odkurzającej sprzątaczki. Z nudów postanowiliśmy 'pozwiedzać' nasz dom. 
   Zorientowaliśmy się, ze mamy trzy łazienki, trzy salony, dwie jadalnie, dwie kuchnie, ogromny hol, chyba osiem pokoi, basen, taras, balkon, siłownię i salę do tańca! Gdy zobaczyłam to ostatnie oniemiałam... To  było coś wprost dla mnie! Dookoła rozwieszone były lustra więc mogłam sama robić układy taneczne. 
Na ostatnim piętrze znajdowały się garderoby, ogromny balkon i gabinet mamy. Tam nie wchodziliśmy, bo nie wiedzieliśmy czy możemy. Gdy już obczailiśmy już cały dom, zeszliśmy do swoich pokojów, żeby się rozpakować. Zajęło mi prawie cały dzień, bo rozrzucone ubrania musiałam poprasować i powiesić. Najlepszą rzeczą w mojej szafie była elektroniczna szafa, wbudowana w ścianę. Z zewnątrz wyglądała na normalną, małą szafę. Jednak w środku, dzięki specjalnemu przyciskowi, wieszaki przesuwały się jak wyciąg narciarski. Była naprawdę ogromna więc ciuchy spokojnie mi się zmieściły. 
   Około 15 skończyłam porządki w pokoju. Byłam okropnie zmęczona więc usiadłam przed telewizorem i skakałam po kanałach, żeby znaleźć coś ciekawego. Zatrzymałam się na Chatty Man. Lubiłam ten program. Alan rozśmieszał mnie. W międzyczasie na moim iPhone weszłam na Twittera i tweetnęłam: 'Nowy dom-nowe życie-nowa ja :)'
Kilka sekund później Lou napisał do mnie, ze wpadnie coś pooglądać. Tak jak napisał, już po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Louis przyniósł jakieś picie, chrupki i czekoladę. Rozmawialiśmy o jakiś głupotach, śmialiśmy się, byliśmy... Zamilkliśmy gdy usłyszeliśmy nazwisko Malik. Mój brat dobrze wiedział, jak przez niego cierpiałam więc też nie pałał do niego miłością... Z uwagą słuchaliśmy wywiadu przeprowadzanego przez Alana. 
A: Słyszałem, że dajesz sobie spokój na jakiś czas z koncertowaniem. To prawda?
Z: Tak, mam zamiar odpocząć od występów. Ostatnio miałem problemy ze zdrowiem, w wyniku czego wylądowałem w szpitalu. Po zakończeniu trasy koncertowej zaszyję się w jakimś mniejszym miasteczku i zrobię sobie roczną przerwę. Nie mówię, że wcale nie będę koncertować, ale na pewno nie tak intensywnie jak teraz. 
A: A masz jakieś konkretne miejsce, w którym będziesz wypoczywać? 
Z: Yhym, wybrałem już pewną miejscowość, ale raczej tu tego nie powiem, bo to nie byłyby wakacje, tylko udręka z paparazzi *śmiech* . Ale nie martw się Alan, jak zrobię imprezę to się zaproszę.. 
A: HA, ludzie słyszeliście? Zayn Malik zaprosi mnie na imprezę! (...)
   Może to zabrzmi dziwnie ale ucieszyłam się, gdy go zobaczyłam. Brakowało mi tego jego promiennego uśmiechu, tego jego ciepłego głosu i w ogóle brakowało mi go. Ulżyło mi gdy dowiedziałam się, ze już wszystko ok z jego zdrowiem. 
Nagle zaparło mi dech w piersiach... Gdy Zayn podrapał się po głowie, na jego ręce mignęło coś srebrnego. To była sekunda... Nie zdarzyłam przyjrzeć się dokładnie, więc mogłam jedynie mieć nadzieje, że to serduszko ode mnie. 'Oh nie łudź się May! On jest sławny, bogaty może mieć wszystko! Dlaczego miałby pamiętać akurat o tobie? Dlaczego miałby nosić bransoletkę od ciebie?' biłabym się z myślami pewnie jeszcze długo, ale z transu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. To był znak, ze muszę biec! Od dzieciństwa ja i Lou ścigaliśmy się do drzwi gdy ktoś pukał lub dzwonił. Zazwyczaj wygrywał mój starszy brat, ale tym razem było jednak inaczej. To ja pierwsza dopadłam do 'wrot'. Gość chyba się zniecierpliwił bo zadzwonił po raz kolejny. Energicznie otworzyłam drzwi i trochę się zmieszałam, bo po drugiej stronie stał Liam, chłopak z sąsiedztwa. W sumie to prawie się nie znaliśmy. Sterczeliśmy tak i gapiliśmy się sobie w oczy, tępo się uśmiechając. Po chwili podbiegł do nas Louis i zaprosił gościa do środka. 
   Wszyscy usiedliśmy na kanapie w salonie. Chłopcy gadali o piłce nożnej, więc ja poszłam po jakieś picie i coś do jedzenia. Znalazłam kupę słodyczy, ale postawiłam na ciastka, kilka batoników, chipsy, chrupki i colę. Ledwo dałam radę dojść z tym do salonu. Zabraliśmy się do oglądania filmu. W połowie seansu zaczęło nam się totalnie nudzić, więc Liam szturchał mnie i łaskotał. Louisowi zazwyczaj nie pasowało takie zachowanie w stosunku do mnie, ale Li uważał za porządnego gościa, więc śmiał się z nas. Wyłączyliśmy film i poprosiliśmy przyjaciela, żeby opowiedział nam coś o okolicy. Dowiedzieliśmy się, że mieszkamy w całkiem sporym mieście. 
- Jest tu wiele kin, klubów, centr handlowych, dyskotek, galerii i kręgielni. Ludzie też są całkiem spoko. Mamy dużą szkołę, ale jeżeli chcesz Lou to mogę się postarać, żebyś chodził ze mną do klasy.
- O świetnie! Miło będzie mieć kogoś znajomego w klasie. Ale co z May...
- Spoko, pomyślałem już o tym. Moja przyjaciółka Danielle jest w twoim wieku Mayah. Polubicie się, macie podobne charaktery. - uśmiechnął się do mnie tak przyjaźnie, że miałam ochotę go przytulić.
- Dzięki, miły jesteś. Za miły... Musisz coś ukrywać!
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Liam zaproponował nam wyjście na imprezę. Początkowo ani ja, ani Lou nie mieliśmy ochoty nigdzie iść, ale udało mu się nas namówić pod pretekstem, ze poznamy tam wielu fajnych ludzi. Dyskoteka miała zacząć się o 20:00 ale umówiliśmy się, ze wyjdziemy o 19:00, żeby spokojnie dotrzeć na miejsce. Była 17:30 co oznaczało, ze mam skrajnie mało czasu na przygotowanie. Gdy tylko Liam wyszedł, od razu pobiegłam do pokoju żeby znaleźć jakieś extra ubrania. Niestety nic nie wydawało mi się na tyle fajnie, żeby iść w tym na imprezę. Musiałam wyglądać jak najlepiej, bo przecież miałam poznać tam swoich nowych przyjaciół. Szperałam  w tej szafie jak głupia. Usłyszałam pukanie do drzwi. Mogła to być tylko jedna osoba-Lou. Nawet nie odwracając się krzyknęłam 'wejdź'.
- No więc widzę, za masz taki sam problem jak zawsze!- powiedział ze śmiechem.
- Zamknij się i nie przeszkadzaj, bo ja na serio nie wiem w co mam się ubrać...
- Ok, może ja się nie znam, ale według mnie powinnaś założyć tą białą, koronkową sukienkę, szary sweterek i szare szpilki.
- Dlaczego akurat to?- zapytałam nie dowierzając, że MÓJ BRAT doradza mi w sprawach mody.
- Ygh, pamiętasz tego Max'a? Tego mojego kumpla? Kiedyś on i lego koledzy zobaczyli cię w tym na imprezie i uznali, że jesteś gorąca...- posłał mi taki uśmiech jakby uważał, ze oni się tylko nabijali. 
   Rzuciłam w niego poduszką i kazałam wyjść. Po głębszym zastanowieniu uznałam, że ta sukienka to całkiem dobry pomysł. Poszukałam jej w szafie, dobrałam szary sweterek i szpilki. 
Pozostał make-up i włosy. Gdy zerknęłam na zegarek byłam w szoku! Zostało mi tylko pół godziny! Pobiegłam do łazienki i zabrałam się za makijaż.

   Liam


   Przyszedłem do Tomlinsona za pięć siódma. Louis był już gotowy, ale May nie schodziła. W sumie nie zdziwiło mnie to. Usiedliśmy w salonie i postanowiliśmy spokojnie poczekać. Korzystając z wolnego czasu przyjaciel zadzwonił do mamy, żeby uprzedzić ją o wyjściu. Oczywiście zgodziła się, ale kazała nam mieć Mayah na oku. Obiecaliśmy, ze będziemy ja pilnować. Rozmawiałem chwilę z Louisem o jego siostrze. Powiedział, że musi się nią opiekować chociażby dlatego, że jest ładna i podrywają ją jego koledzy. Nie dokończyliśmy tematu, bo na dół zeszła May. Była punktualna, bo właśnie wybiła 19:00. 

   Gdy ją zobaczyłem, zrozumiałem dlaczego kumple Lou na nią lecą. Już wczoraj, gdy się witaliśmy wyglądała cudnie, ale teraz to przeszła samą siebie. Delikatny makijaż i naturalnie podkręcające się włosy dodawały uroku całokształtowi. Gdy zeszła popatrzyła na mnie takim wzrokiem jakby chciała zapytać ' No i co, jak wyglądam?' . Ale ja nie mogłem wydusić z siebie słowa.
- No i to jest właśnie ta niesprawiedliwość w naszej rodzinie. Ona zawsze wygląda tak nieziemsko, a ja? Jak pasztet...
- Oh, wyglądasz cudownie, poderwiesz wszystkie panny na dyskotece!- odpowiedziała przytulając brata.- Ty Liam też niczego sobie!
Uśmiechnąłem się i wyszliśmy.




______________________________________________

Ok macie dwójeczkę. ♥ Pisałam w pośpiechu, ale mam nadzieje, ze jest ok xx. Miłego czytania dzióbaski :*. + ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE! X

3 komentarze:

  1. To jest świetne ! *.*
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ♥
    Weny <3

    Jak coś, informuj mnie o kolejnych rozdziałach :3
    @TheRealMartyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie piszesz ;) Czekam na kolejny rozdział!

    Zapraszam do mnie :
    http://letmeloveyou1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. genialne, czekam na kolejny rozdział <3
    informuj mnie na twitterze o kolejnych rozdziałach, jeśli możesz ( @awhmypayne )

    OdpowiedzUsuń