Droga do klubu szybko nam minęła. Cały czas śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Miałam dość wysokie buty, więc szłam pod (ale nie za!) rękę z Liamem. Polubiłam go, wydawał się miły i dojrzały. Do tego był całkiem przystojny. Jednak nie myślałam o nim jako o kandydacie na chłopaka, a raczej o przyjacielu. Zauważyłam też, że zakumplowali się z Louisem. W sumie to mieli podobne charaktery. Ucieszyłam się widząc, że Lou ma jakiegoś przyjaciela w nowym mieście. W końcu we dwójkę zawsze raźniej. Li był też przewodniczącym szkoły, do której wraz z bratem miałam chodzić. Dlatego nie martwiłam się o miejsce w klasie, czy o jakiekolwiek gnębienie.
Doszliśmy do celu jakieś dziesięć minut przed czasem. Gdy staliśmy pod budynkiem podbiegła do nas jakaś dziewczyna i przywitała się z Liamem. Pomyślałam, że to ta jego przyjaciółka Danielle. Nie pomyliłam się, już po chwili chłopak zapoznał nas z nastolatką. Wydawała się miła, do tego była bardzo ładna.
Usłyszeliśmy głos jakiegoś faceta, który otwierał drzwi do budynku. Po wejściu kupiliśmy bilety i zajęliśmy miejsca w loży. Zanim się obejrzeliśmy była już 21.
Cała nasza czwórka podeszła do baru. Lou zamówił mi i sobie lekkiego drinka. Pierwszy raz w życiu spożywałam alkohol. Wypiliśmy jeszcze kilka tego typu trunków i postanowiliśmy czepić się czegoś mocniejszego.
Po kilku głębszych zaczęło mi się okropnie kręcić w głowie. W końcu nie byłam przyzwyczajona do picia. Louis i Liam poszli potańczyć z jakimiś laskami, Dan wyruszyła w poszukiwaniu fajnych gości... Tylko ja siedziałam przy ladzie i gapiłam się na roztańczony tłum imprezowiczów. Zastanawiałam się 'co ja tu robię? Kim jestem?' . Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam jakby cały świat wirował. Kolorowe światła migały mi przed oczami. Zachciało mi się spać i chyba zaczęłam spadać z krzesła, bo obudziłam się w ramionach jakiegoś chłopaka.
- Łooo, co tak na mnie lecisz?- zaśmiał się i pomógł usiąść.
- Sorki, nie wiem co się stało...
- Trochę podpiłaś i ci się przysnęło. Zobaczyłem, że zsuwasz się z krzesła, więc podbiegłem, żeby cię złapać.
- O, dziękuje ci...- czułam jak krwista czerwień zalewa mi policzki, było mi strasznie wstyd.
Chłopak wyglądał przyjaźnie. Miał bujną czuprynę loków, piękne, zielone oczy, pełne, malinowe usta.
Nagle naszła mnie ogromna chęć żeby go przytulić. Nie mogłam się powstrzymać. Niespodziewanie wpadłam mu w ramiona. O dziwo nie odepchnął mnie, ale delikatnie przycisnął do siebie. Poczułam się jakoś bezpiecznie, jakbym znała go od lat. Ba, jakbym była z nim od lat. Gdy już się do niego odkleiłam, popatrzyłam mu w oczy i szczerze uśmiechnęłam.
- Ohoho, jesteś zdrowo zalana mała. Pewnie pijesz pierwszy raz, bo na barze stoją tylko 3 kieliszki od wódki i 4 od drinków. Czekaj, napijesz się wody i zaraz ci przejdzie.
Rzeczywiście, wypiłam kilka szklanek zimnej wody i od razu poczułam się lepiej. Gdy chłopak zauważył, że jestem już w miarę ogarnięta, wyciągnął rękę i przywitał się. Miał na imię Harry. Zapytał czy z nim zatańczę. Oczywiście zgodziłam się.
Nagle z szybkiego tępa, muzyka zeszła na wolnego przytulańca. Gdy zaczęli grać piosenkę Stay, Harreh popatrzył mi w oczy i szeroko się uśmiechnął ukazując rzędy śnieżnobiałych zębów. Dobrze wiedziałam co miał na myśli. Delikatnie przysunął się do mnie i tak, wtuleni w siebie przetańczyliśmy te cudowne kilka minut. Przez cały czas szeptaliśmy sobie coś do ucha. Harry mamrotał, że jestem piękna, słodka i delikatna. Na rozluźnienie sytuacji, dodał, iż o wiele lepiej prezentuje się na trzeźwo. Cicho zachichotałam i jeszcze ściślej się do niego przytuliłam.
Pod koniec piosenki Harry złapał mnie delikatnie za szyje i czule pocałował w usta. To było takie... Takie magiczne, inne.
Jeszcze podczas pocałunku usłyszałam głośne brawa i gwizdy. Zdezorientowana oderwałam się od Hazzy i rozejrzałam dookoła. Wszyscy byli zwróceni w naszą stronę i uśmiechali się wiwatując. Chłopak wyjaśnił, że to taka tradycja klubu. Gdy jakaś para całuje się na parkiecie, to rozlegają się oklaski.
Zachciało mi się do toalety. Harry też musiał, więc umówiliśmy się, że spotkamy się przy barze.
Gdy weszłam do łazienki zobaczyłam to, czego widzieć nie chciałam. Jakieś laski wymiotujące (nie tylko w kabinach), pary, całujące się tak, jakby miały się nawzajem połknąć... Podczas mycia rąk, usłyszałam krzyki dobiegające z jednej z kabin. Domyśliłam się, co tam się działo. Z rozmowy wywnioskowałam, że ci ludzie nawet się nie znali.
O Boże, jak można się pieprzyć z pierwszym lepszym gościem? Jak dziwka... W sumie to gdyby nie Harry, to ja też mogłabym tak skończyć...
Postanowiłam mu jeszcze raz podziękować. Pełna energii wybiegłam z toalety. Przy wyjściu zaczepiali mnie jacyś obleśni goście, ale nie zwróciłam na nich uwagi. Pospieszyłam do baru, żeby chłopak nie musiał na mnie długo czekać. Zauważyłam, że siedział już na jednym z krzeseł.
Rozmawialiśmy już dobre dwadzieścia minut, gdy na twarzy Harrego pojawiło się przerażenie. Nie wiedziałam co się stało. Chłopak wyjaśnił, że w łazience zostawił telefon i musi po niego iść. Zrozumiałam go i obiecałam, iż zostanę na miejscu i poczekam.
W czasie oczekiwania na powrót chłopaka zamówiłam sobie sok pomarańczowy. Miałam dość wrażeń po alkoholu na dziś. Zauważyłam, że facet, który zaczepiał mnie przy toalecie rozmawiał z barmanem. Olałam to, bo byłam zajęta poszukiwanie Louisa, bo nie widziałam go już od dobrych 3 godzin. Byłam tak pochłonięta zajęciem, iż nawet nie zauważyłam kiedy podano mi szklankę.
Poczułam się tak spragniona, że wyduldałam całą szklankę na raz. Owszem, sok smakował trochę...Nie jak sok, ale miałam jeszcze w ustach posmak wódki, więc nie przywiązałam do tego większej uwagi.
Czekałam, czekałam i czekałam a Harrego nie było. Posmutniałam, bo uświadomiłam sobie, że pewnie mu się znudziłam i poszedł poszukać jakiejś innej panienki. No cóż May, jak nie on to inny...
Nagle strasznie zachciało mi się spać. Nie byłam już pijana więc zdziwiło mnie znużenie. Jednak to było silniejsze ode mnie. Niewładna, położyłam głowę na barowy blat i zasnęłam. Poczułam tylko, że ktoś mnie bierze na ręce. Pomyślałam, że to Harry, ale nie miałam sił, aby otworzyć oczy. Odpłynęłam...
Harry
Miło mi się rozmawiało z Mayah. Była sympatyczna, miła, ładna i pomimo promili- inteligentna Jednym słowem inna od tych lasek z dyskoteki, które leciały tylko na wygląd. Naprawdę ją polubiłem, dlatego było mi głupio zostawiać ją samą. Na szczęście May mnie zrozumiała i obiecała poczekać. Pędem pobiegłem do łazienki, pełen obaw, że ktoś już go zabrał. Na szczęście większość imprezowiczów była tak zalana, że nawet nie zauważyli smartfona leżącego na umywalce. Gdy miałem już wracać do baru drogę zatarasowali mi jacyś trzej goście. Zapytali czy ta laska przy barze to moja dziewczyna. Uśmiechnąłem się cwaniacko i zacząłem przeciskać między nimi. Nagle zrobiło mi się ciepło ma plecach. Poczułem ból. Jeden z tych facetów zadał mi potężny cios, po którym momentalnie padłem na ziemie. Kopali mnie i bili aż do nieprzytomności.
Po jakimś czasie obudziłem się. Obok mnie leżała Mayah, cała we krwi. Nie oddychała. Nie potrafiłem nic zrobić, byłem w szoku. Rozglądnąłem się i zauważyłem 3 inne dziewczyny, tak samo jak May, we krwi. Nie wiedziałem co się stało. Nagle do łazienki weszła dwójka chłopaków. Gdy zobaczyli to wszystko, zaniemówili. Ich wzrok biegł po wszystkich i zatrzymał się na Mayah. Sam spojrzałem na siebie i poczułem, że trzymam coś w ręku. To był nóż! Przeraziłem się.
Ci dwaj chyba nie zwrócili na mnie uwagi. Gdy już się otrząsnęli z krzykiem podbiegli do May.
Louis
- Boże, nie! Nie, nie, nie! Dlaczego?! Błagam cię, skarbie, powiedź coś! Nie rób mi tego! Proszę cię!- darłem się i płakałem na zmianę.
- Louis, uspokój się! Swoją histerią jej nie pomożesz! Dzwoń po pogotowie, czuję jeszcze słaby puls. No do cholery, pospiesz się! Chcesz żeby żyła?! To się kurwa rusz!
Oczywiście zadzwoniłem. Pomoc przybyła już po kilku minutach. Jednak dla dwóch z czterech dziewczyn było już za późno, zmarły.
Gdy wnosili Mayah do karetki, ta na chwilę się przebudziła i spojrzała z uśmiechem na lokatego, który stał pod ścianą. Jej wzrok spoczął na prawej ręce chłopaka. Wytrzeszczyła oczy i krzyknęła 'Tak, to ty, to ty!', po czym ponownie zemdlała, więc od razu zabrano ją do pojazdu. Dopiero wtedy zauważyłem, że ten loczek miał nóż w ręce. Zapaliła mi się czerwona lampka. Chyba zauważył, że go podejrzewam, bo zaczął wiać. Nie dałem rady go dogonić. Jedyne co mi pozostało to zadzwonić do mamy.
Była tak samo przerażona jak ja, Liam i Dan, która właśnie weszła do łazienki. Poprosiłem, żeby przyjechała po nas, przebiorę się i od razu pojedziemy do szpitala. Już po pięciu minutach nasze auto stało pod dyskoteką. Jechaliśmy w ciszy, kilkakrotnie razy szybciej niż to było dozwolone, ale teraz najważniejsza była Mayah.
Cały czas przed oczami miałem tego loczka. Z jednej strony nie wyglądał na morderce i prawdopodobnie gwałciciela, ale w końcu miał nóż w ręce i był na miejscu zbrodni... Wszystkie te fakty mieszały mi się w głowie. Nie potrafiłem racjonalnie myśleć. Strasznie martwiłem się o siostrę.
Gdy dojechaliśmy, szybko się przebrałem i spakowałem koc, jakieś jedzenie i picie, bo brałem pod uwagę, że mogę nocować w szpitalu.
Poczułem wibracje w kieszeni. To był sms od Liama: 'Lou, jak mogę, to też jadę do szpitala. Musisz mieć jakieś wsparcie. Odpisz, Li x'
Chłopak dobrze mnie znał. Wiedział, że nie dam sam z tym rady... Nie mogłem sobie wybaczyć, że ją zostawiłem. To mnie powinni pobić, nie ją! Szybko odpowiedziałem i wybiegłem przed dom, gdzie w samochodzie czekała mama. Gdy tylko zobaczyła, że się zbliżam wyszła z auta. Myślałem, iż chce mnie skarcić, ale ona podeszła i mocno mnie przytuliła. Poczułem, że do oczu napływają mi łzy. Nie wytrzymałem, wybuchłem płaczem. Po chwili usłyszałem jej cichutkie łkanie. To mnie dobiło. Zdążyła tylko powiedzieć: 'Nie martw się Loui, wszystko będzie dobrze. Mayah to silna sztuka. A ty się nie obwiniaj o to zaszło. Nie mogłeś nic zrobić'.
W tym momencie podbiegł do mnie Liam. Spostrzegł moje opuchnięte od płaczu oczu i też mocno mnie przytulił. Tak po prostu, bez słowa. Może to tylko głupi uścisk, ale podnosi na duchu jak mało co.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do szpitala.
Po dotarciu na miejsce, jako pierwszy wbiegłem do budynku. W środku zaczepiłem jakąś pielęgniarkę i zapytałem o dziewczynę przywiezioną z imprezy. Ta pani była na tyle miła, że zaprowadziła mnie do lekarza zajmującego się Mayah.
- Jesteś z rodziny?
- Tak, jestem jej bratem, co z nią?
- No, chłopie, masz bardzo silną siostrę. Walczy jak mało kto i wyślę, że przeżyje. Jej życie nie jest już zagrożone, ale konieczna będzie operacja. Nie martw się, to bezpieczny, choć skomplikowany zabieg. Za kilka minut zaczynamy- próbowałem pojąć każde słowo. Bałem się, że zaraz wypali 'Niestety twoja siostra jest sparaliżowana', albo ' Niestety, May nie będzie nic mówiła do końca życia'. W końcu obrażenia jakie poniosła były poważne.
-Dz...Dziękuję- Tyle dałem radę wykrztusić. Usiadłem i płakałem. Płakałem ze szczęścia, ale i ze złości, na siebie. Podbiegła do mnie mama i Liam. Nie bylem w stanie nic powiedzieć, tylko łkałem. Zapewne pomyśleli, że coś cię stało, bo obydwoje wybuchnęli głośnym szlochem.
Dopiero po dobrych pięciu minutach zdołałem wytłumaczyć im całą sytuację. Mama od razu chciała wejść na salę, porozmawiać z lekarzem, ale w tym momencie zaczęła się operacja. Nie mieliśmy żadnego kontaktu z którymkolwiek z lekarzy ani pielęgniarek. Ostatnią informacją jaką otrzymaliśmy było ' Będzie dobrze' wypowiedziane przez chirurga. To dodało nam otuchy, ale i tak bardzo się denerwowaliśmy. Czekaliśmy przed salą już drugą godzinę, a zabiegowi nie było końca. Z głębokiej ciszy wyrwał nas telefon do mamy.
Pracownicy mieli jakiś problem z bankomatami. Zamiast wydawać 100 złotych, wypłacały po 1000. To mogło przynieść ogromne straty dla banku. Oczywiste było, że rodzicielka musiała jechać do pracy. Odchodząc poprosiła, żebyśmy zostali, a ona, gdy tylko będzie mogła przyjedzie tu. Przytuliła mnie i Liama i pojechała.
Mayah
Chyba zaczynałam się budzić... Miałam świadomość, że ktoś jest ze mną, ale nie mogłam otworzyć oczu, nic powiedzieć ani się ruszyć. Wszystko mnie bolało, ale ogólnie czułam się dobrze. Usłyszałam głos Lou i chyba Liama.
- Martwię się o nią, zabieg skończył się już kilka godzin temu. Czemu ona się do cholery nie budzi?
- Stary, dobrze wiesz jaka jest silna. Ma teraz dla kogo żyć, zobaczysz, dajmy jej trochę czasu- dla odmiany zabrzmiał głos Li
- Ok, obyś miał rację. Idę po kawę, kupie ci, ale proszę zostań tu z nią.
Zapadła cisza. Usłyszałam tylko odsuwanie drzwi. Po chwili ktoś usiadł koło mnie. Tym ktosiem był Liam. Poznałam go, po jego cudownych perfumach. Złapał mnie za rękę, przez co serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
- Mała, ty musisz się obudzić, słyszysz? Dla mamy, dla Louisa... Dla mnie- to ostatnie wypowiedział tak cicho, jakby bał się, że ktoś to usłyszy. Poczułam, jak coś skapnęło mi na rękę. To chyba były jego łzy. Nagle ścisnął moją dłoń i coraz bardziej się przybliżał. Jego ciepły, miętowy oddech delikatnie otaczał skórę na mojej szyi. Był coraz bliżej i bliżej...
W momencie, w którym jego delikatne, malinowe usta naparły na moje, otworzyłam oczy. Sama nie wiedziałam dlaczego i jak. Gdy chłopak to zobaczył, najpierw się uśmiechnął, ale chwilę później zawstydził i okropnie zaczerwienił. Ja tylko posłałam mu ciepły uśmiech i poprosiłam, żeby usiadł na łóżku koło mnie. Liam nieśmiało spełnił prośbę.
Byłam słaba, ale dałam radę go przytulić i delikatnie pocałować w policzek. Spojrzał mi w oczy i chyba nie bardzo wiedział co ma powiedzieć. Ja wymruczała ciche 'dziękuję' i ponownie się do niego przytuliłam. Tak wtuleni w siebie i oparci o poduszkę siedzieliśmy na łóżku.
Poczułam się tak dziwnie, błogo. Byłam bezpieczna. Zaczęłam zasypiać, ale w tym monecie do sali wparował Lou.
- Hahaha, Liam, wiem, że ci się podoba, ale żeby tak na śpiąco się do niej dobierać? Hahaha, nieładnie, nieładnie- Najwidoczniej myślał, że nadal jestem w śpiączce. Przyjaciel nie zdążył się wytłumaczyć, bo ja szybko otworzyłam ślepia. Louis popatrzył na mnie jakby zobaczył ducha. Wydał okrzyk radości i mocno mnie uścisnął.
Brat od razu zadzwonił do mamy. Mimo, że nie dał jej na głośnomówiący i tak słyszałam, jak wrzeszczy na wieść, że się obudziłam.
Chwilę z nią rozmawiałam i obiecała, że jak tylko będzie mogła to mnie odwiedzi. Kończąc rozmowę, nieśmiało wykrztusiłam 'kocham cię' .
- Ja ciebie też słoneczko, pamiętaj.
Zamurowało mnie. Na ekranie smartfona widniał napis 'POŁĄCZENIE ZAKOŃCZONE', a ja siedziałam i czułam jak łzy spływają mi po policzkach.
- Hej, May, co się stało? Mama powiedziała coś złego? Boli cię coś? - pytał Lou, jednocześnie ocierając słoną ciecz z moich policzków.
- Nie, jest dobrze, nawet bardzo dobrze- odpowiedziałam posyłając mu ciepły uśmiech.
- No to czemu płaczesz?
- Stary, tą są baby, ich nie zrozumiesz, never!- zaczął się droczyć Liam.
W odwecie uderzyłam go w klatkę piersiową. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale przerwaliśmy, gdy do sali weszła pielęgniarka. To była ta sama, która się mną opiekowała cztery lata temu, gdy tu trafiłam.
- J...Jessy?- zająknęłam się na myśl o dawnej przyjaciółce.
- Mayah?- odwróciła się tak nagłym ruchem, że wszyscy usłyszeliśmy kości strzelające w jej kręgosłupie.
- Jezu, kobieto ty to masz łeb...- wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Jes podbiegła i mocno mnie przytuliła. Tak. To pewne. Jej z całego pobytu w szpitalu mi najbardziej brakowało. No pomijając Nialla.
- Oh May, co ja bym robiła, gdybyś ty do szpitala nie trafiała? Co się stało tym razem?- zapytała siadając na łóżku obok Lou.
- No więc... Ja... Ja nie wiem...- wszyscy wlepili swoje ślepia we mnie- Właśnie Loui, jak to się stało, że tu trafiłam?
Brat rzucił spojrzenie na Liama, jakby chciał zapytać, czy powinien mi mówić. Chłopak chyba zrozumiał, bo twierdząco pokiwał głową, na co Louis od razu zaczął opowiadać.
- No więc, ja i Liam tańczyliśmy i tańczyliśmy, aż zachciało nam się siku- zachichotałam, bo nie wiedziałam jaki związek ma taniec z sikami- No więc zeszliśmy z parkietu, udając się w stronę toalet. Boże, gdybym tylko wiedział... - zaszkliły mu się oczy. Mimo mojego stanu zdrowia przysunęłam się do niego i mocno go przytuliłam. W moich ramionach chłopak rozkleił się na dobre. Płakał i płakał a ja nie mogłam go uspokoić.
- Heeej, Boo Bear, nie płacz. To nie twoja wina, wiem, że gdybyś wiedział, to byś mi pomógł, słyszysz? Musisz być silny, bo jak ty będziesz słaby to ja kim? Galaretką? - Jess, Liam i Lou zachichotali, co mnie ucieszyło.
Gdy brat już całkiem się uspokoił, zorientował się, że wszyscy widzieli jak płakał. Trochę się zaczerwienił, ale nikt nie miał mu tego za złe, to był trudny czas.
- Ok, to opowie mi ktoś jak prawie zginęłam...Znowu? - po raz kolejny doprowadziłam wszystkich do śmiechu.
Louis wznowił opowiadanie. Słuchałam zew skupieniem i uwagą aby uchwycić wszystkie, nawet najmniejsze szczegóły. Na twarzy brata widać było, jak bardzo się wysilał, żeby zrelacjonować wszystko co widział i słyszał.
- No i gdy cię zabierali, to na chwilę się ocknęłaś i od razu spojrzałaś na tego loczka...
- Harrego- wtrąciłam.
- No więc zerknęłaś na Harrego- kontynuował- uśmiechając się. Był dosyć zdezorientowany i przerażony... Twoje oczy zsunęły się na jego ręce. Nagle krzyknęłaś 'To ty, tak, to ty!' czy coś w tym stylu. Wtedy ponownie zemdlałaś i już cię zabrali. Dopiero wtedy zauważyłem, że on trzyma w ręku nóż. Chciałem go złapać, ale mi zwiał.
- Co?! To nie był Harry! Ja to wiem! To nie mógł być on! Ktoś go wrobił! To nie on! Słyszysz?! Nie on! Nie!- krzyczałam energicznie gestykulując rękoma. Łzy napłynęły mi do oczu, na myśl, że ktoś może go podejrzewać.
- Ok, ok, spokojnie. Ja tylko mówię co widziałem- Loui podniósł ręce do góry w geście obronnym.
- Twój brat ma rację, nie możesz się denerwować. To nie jest wskazane, z racji tego, że kilka godzin temu przeszłaś poważną operację- uspokajała mnie Jessy.
Zamknęłam oczy i licząc w myślach do dziesięciu głęboko oddychałam. Tego sposobu nauczył mnie Zayn, zawsze działało.
- Wszystko ok?
- Tak,już lepiej, dzięki Liam- odpowiedziałam delikatnie się uśmiechając.
Wznowiliśmy rozmowę. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Czułam się znacznie lepiej niż po przebudzeniu. Usłyszeliśmy sygnał oznajmujący, że ktoś dostał smsa. Wszyscy zerknęliśmy na ekrany swoich telefonów. Jednak to była wiadomość do Li. Przeczytał ją na głos, bo w sumie adresowaną ją do mnie.
'Hej Liam, May się już wybudziła? Umieram tu ze strachu. Wiem, że jest trzecia w nocy, ale serio nie mogę zasnąć. Wyślij mi jej numer telefonu i powiedz, że jutro udam chorą. Jak rodzice wyjdą do pracy, pojadę do szpitala. Całusy Dann xx. '
- OMG, nie chcę, żeby opuszczała szkołę. Dam sobie radę sama- mówiłam z grymasem na twarzy.
- Jest ok. Danielle bardzo dobrze się uczy, jeden dzień jej nie zbawi.
Mimo, że był środek nocy, nikomu nie chciało się spać, a rozmowa coraz lepiej nam się toczyła.
- Hahaha, May, my to ci musimy wykupić tu specjalną salę... W szpitalu śpisz częściej niż w domu!- zakpił Louis.
- Ha ha, bardzo zabawne, uśmiałam się. Wystarczy mi, ze wy tu jes...
Urwałam w środku zdania. Zatkało mnie. Chłopcy nie wiedzieli o co mi chodzi więc gapili się na mnie jak na głupią. Ja patrzyłam się na szklane drzwi, za którymi stał Harry. On... On płakał... Z ruchu jego warg wyczytałam, ze powiedział 'To nie ja, błagam uwierz' . Kiwnęłam do niego twierdząco głową po czym się uśmiechnęłam.
W tej chwili Louis odwrócił się w stronę wyjścia i zauważył chłopaka. Hazza momentalnie zaczął uciekać, a Lou biec za nim. Krzyczałam, żeby go zostawił, bo jest niewinny, ale żaden z nich tego nie usłyszał. Byli już daleko na korytarzu.
___________________________________________________________
Doszliśmy do celu jakieś dziesięć minut przed czasem. Gdy staliśmy pod budynkiem podbiegła do nas jakaś dziewczyna i przywitała się z Liamem. Pomyślałam, że to ta jego przyjaciółka Danielle. Nie pomyliłam się, już po chwili chłopak zapoznał nas z nastolatką. Wydawała się miła, do tego była bardzo ładna.
Usłyszeliśmy głos jakiegoś faceta, który otwierał drzwi do budynku. Po wejściu kupiliśmy bilety i zajęliśmy miejsca w loży. Zanim się obejrzeliśmy była już 21.
Cała nasza czwórka podeszła do baru. Lou zamówił mi i sobie lekkiego drinka. Pierwszy raz w życiu spożywałam alkohol. Wypiliśmy jeszcze kilka tego typu trunków i postanowiliśmy czepić się czegoś mocniejszego.
Po kilku głębszych zaczęło mi się okropnie kręcić w głowie. W końcu nie byłam przyzwyczajona do picia. Louis i Liam poszli potańczyć z jakimiś laskami, Dan wyruszyła w poszukiwaniu fajnych gości... Tylko ja siedziałam przy ladzie i gapiłam się na roztańczony tłum imprezowiczów. Zastanawiałam się 'co ja tu robię? Kim jestem?' . Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam jakby cały świat wirował. Kolorowe światła migały mi przed oczami. Zachciało mi się spać i chyba zaczęłam spadać z krzesła, bo obudziłam się w ramionach jakiegoś chłopaka.
- Łooo, co tak na mnie lecisz?- zaśmiał się i pomógł usiąść.
- Sorki, nie wiem co się stało...
- Trochę podpiłaś i ci się przysnęło. Zobaczyłem, że zsuwasz się z krzesła, więc podbiegłem, żeby cię złapać.
- O, dziękuje ci...- czułam jak krwista czerwień zalewa mi policzki, było mi strasznie wstyd.
Chłopak wyglądał przyjaźnie. Miał bujną czuprynę loków, piękne, zielone oczy, pełne, malinowe usta.
Nagle naszła mnie ogromna chęć żeby go przytulić. Nie mogłam się powstrzymać. Niespodziewanie wpadłam mu w ramiona. O dziwo nie odepchnął mnie, ale delikatnie przycisnął do siebie. Poczułam się jakoś bezpiecznie, jakbym znała go od lat. Ba, jakbym była z nim od lat. Gdy już się do niego odkleiłam, popatrzyłam mu w oczy i szczerze uśmiechnęłam.
- Ohoho, jesteś zdrowo zalana mała. Pewnie pijesz pierwszy raz, bo na barze stoją tylko 3 kieliszki od wódki i 4 od drinków. Czekaj, napijesz się wody i zaraz ci przejdzie.
Rzeczywiście, wypiłam kilka szklanek zimnej wody i od razu poczułam się lepiej. Gdy chłopak zauważył, że jestem już w miarę ogarnięta, wyciągnął rękę i przywitał się. Miał na imię Harry. Zapytał czy z nim zatańczę. Oczywiście zgodziłam się.
Nagle z szybkiego tępa, muzyka zeszła na wolnego przytulańca. Gdy zaczęli grać piosenkę Stay, Harreh popatrzył mi w oczy i szeroko się uśmiechnął ukazując rzędy śnieżnobiałych zębów. Dobrze wiedziałam co miał na myśli. Delikatnie przysunął się do mnie i tak, wtuleni w siebie przetańczyliśmy te cudowne kilka minut. Przez cały czas szeptaliśmy sobie coś do ucha. Harry mamrotał, że jestem piękna, słodka i delikatna. Na rozluźnienie sytuacji, dodał, iż o wiele lepiej prezentuje się na trzeźwo. Cicho zachichotałam i jeszcze ściślej się do niego przytuliłam.
Pod koniec piosenki Harry złapał mnie delikatnie za szyje i czule pocałował w usta. To było takie... Takie magiczne, inne.
Jeszcze podczas pocałunku usłyszałam głośne brawa i gwizdy. Zdezorientowana oderwałam się od Hazzy i rozejrzałam dookoła. Wszyscy byli zwróceni w naszą stronę i uśmiechali się wiwatując. Chłopak wyjaśnił, że to taka tradycja klubu. Gdy jakaś para całuje się na parkiecie, to rozlegają się oklaski.
Zachciało mi się do toalety. Harry też musiał, więc umówiliśmy się, że spotkamy się przy barze.
Gdy weszłam do łazienki zobaczyłam to, czego widzieć nie chciałam. Jakieś laski wymiotujące (nie tylko w kabinach), pary, całujące się tak, jakby miały się nawzajem połknąć... Podczas mycia rąk, usłyszałam krzyki dobiegające z jednej z kabin. Domyśliłam się, co tam się działo. Z rozmowy wywnioskowałam, że ci ludzie nawet się nie znali.
O Boże, jak można się pieprzyć z pierwszym lepszym gościem? Jak dziwka... W sumie to gdyby nie Harry, to ja też mogłabym tak skończyć...
Postanowiłam mu jeszcze raz podziękować. Pełna energii wybiegłam z toalety. Przy wyjściu zaczepiali mnie jacyś obleśni goście, ale nie zwróciłam na nich uwagi. Pospieszyłam do baru, żeby chłopak nie musiał na mnie długo czekać. Zauważyłam, że siedział już na jednym z krzeseł.
Rozmawialiśmy już dobre dwadzieścia minut, gdy na twarzy Harrego pojawiło się przerażenie. Nie wiedziałam co się stało. Chłopak wyjaśnił, że w łazience zostawił telefon i musi po niego iść. Zrozumiałam go i obiecałam, iż zostanę na miejscu i poczekam.
W czasie oczekiwania na powrót chłopaka zamówiłam sobie sok pomarańczowy. Miałam dość wrażeń po alkoholu na dziś. Zauważyłam, że facet, który zaczepiał mnie przy toalecie rozmawiał z barmanem. Olałam to, bo byłam zajęta poszukiwanie Louisa, bo nie widziałam go już od dobrych 3 godzin. Byłam tak pochłonięta zajęciem, iż nawet nie zauważyłam kiedy podano mi szklankę.
Poczułam się tak spragniona, że wyduldałam całą szklankę na raz. Owszem, sok smakował trochę...Nie jak sok, ale miałam jeszcze w ustach posmak wódki, więc nie przywiązałam do tego większej uwagi.
Czekałam, czekałam i czekałam a Harrego nie było. Posmutniałam, bo uświadomiłam sobie, że pewnie mu się znudziłam i poszedł poszukać jakiejś innej panienki. No cóż May, jak nie on to inny...
Nagle strasznie zachciało mi się spać. Nie byłam już pijana więc zdziwiło mnie znużenie. Jednak to było silniejsze ode mnie. Niewładna, położyłam głowę na barowy blat i zasnęłam. Poczułam tylko, że ktoś mnie bierze na ręce. Pomyślałam, że to Harry, ale nie miałam sił, aby otworzyć oczy. Odpłynęłam...
Harry
Miło mi się rozmawiało z Mayah. Była sympatyczna, miła, ładna i pomimo promili- inteligentna Jednym słowem inna od tych lasek z dyskoteki, które leciały tylko na wygląd. Naprawdę ją polubiłem, dlatego było mi głupio zostawiać ją samą. Na szczęście May mnie zrozumiała i obiecała poczekać. Pędem pobiegłem do łazienki, pełen obaw, że ktoś już go zabrał. Na szczęście większość imprezowiczów była tak zalana, że nawet nie zauważyli smartfona leżącego na umywalce. Gdy miałem już wracać do baru drogę zatarasowali mi jacyś trzej goście. Zapytali czy ta laska przy barze to moja dziewczyna. Uśmiechnąłem się cwaniacko i zacząłem przeciskać między nimi. Nagle zrobiło mi się ciepło ma plecach. Poczułem ból. Jeden z tych facetów zadał mi potężny cios, po którym momentalnie padłem na ziemie. Kopali mnie i bili aż do nieprzytomności.
Po jakimś czasie obudziłem się. Obok mnie leżała Mayah, cała we krwi. Nie oddychała. Nie potrafiłem nic zrobić, byłem w szoku. Rozglądnąłem się i zauważyłem 3 inne dziewczyny, tak samo jak May, we krwi. Nie wiedziałem co się stało. Nagle do łazienki weszła dwójka chłopaków. Gdy zobaczyli to wszystko, zaniemówili. Ich wzrok biegł po wszystkich i zatrzymał się na Mayah. Sam spojrzałem na siebie i poczułem, że trzymam coś w ręku. To był nóż! Przeraziłem się.
Ci dwaj chyba nie zwrócili na mnie uwagi. Gdy już się otrząsnęli z krzykiem podbiegli do May.
Louis
- Boże, nie! Nie, nie, nie! Dlaczego?! Błagam cię, skarbie, powiedź coś! Nie rób mi tego! Proszę cię!- darłem się i płakałem na zmianę.
- Louis, uspokój się! Swoją histerią jej nie pomożesz! Dzwoń po pogotowie, czuję jeszcze słaby puls. No do cholery, pospiesz się! Chcesz żeby żyła?! To się kurwa rusz!
Oczywiście zadzwoniłem. Pomoc przybyła już po kilku minutach. Jednak dla dwóch z czterech dziewczyn było już za późno, zmarły.
Gdy wnosili Mayah do karetki, ta na chwilę się przebudziła i spojrzała z uśmiechem na lokatego, który stał pod ścianą. Jej wzrok spoczął na prawej ręce chłopaka. Wytrzeszczyła oczy i krzyknęła 'Tak, to ty, to ty!', po czym ponownie zemdlała, więc od razu zabrano ją do pojazdu. Dopiero wtedy zauważyłem, że ten loczek miał nóż w ręce. Zapaliła mi się czerwona lampka. Chyba zauważył, że go podejrzewam, bo zaczął wiać. Nie dałem rady go dogonić. Jedyne co mi pozostało to zadzwonić do mamy.
Była tak samo przerażona jak ja, Liam i Dan, która właśnie weszła do łazienki. Poprosiłem, żeby przyjechała po nas, przebiorę się i od razu pojedziemy do szpitala. Już po pięciu minutach nasze auto stało pod dyskoteką. Jechaliśmy w ciszy, kilkakrotnie razy szybciej niż to było dozwolone, ale teraz najważniejsza była Mayah.
Cały czas przed oczami miałem tego loczka. Z jednej strony nie wyglądał na morderce i prawdopodobnie gwałciciela, ale w końcu miał nóż w ręce i był na miejscu zbrodni... Wszystkie te fakty mieszały mi się w głowie. Nie potrafiłem racjonalnie myśleć. Strasznie martwiłem się o siostrę.
Gdy dojechaliśmy, szybko się przebrałem i spakowałem koc, jakieś jedzenie i picie, bo brałem pod uwagę, że mogę nocować w szpitalu.
Poczułem wibracje w kieszeni. To był sms od Liama: 'Lou, jak mogę, to też jadę do szpitala. Musisz mieć jakieś wsparcie. Odpisz, Li x'
Chłopak dobrze mnie znał. Wiedział, że nie dam sam z tym rady... Nie mogłem sobie wybaczyć, że ją zostawiłem. To mnie powinni pobić, nie ją! Szybko odpowiedziałem i wybiegłem przed dom, gdzie w samochodzie czekała mama. Gdy tylko zobaczyła, że się zbliżam wyszła z auta. Myślałem, iż chce mnie skarcić, ale ona podeszła i mocno mnie przytuliła. Poczułem, że do oczu napływają mi łzy. Nie wytrzymałem, wybuchłem płaczem. Po chwili usłyszałem jej cichutkie łkanie. To mnie dobiło. Zdążyła tylko powiedzieć: 'Nie martw się Loui, wszystko będzie dobrze. Mayah to silna sztuka. A ty się nie obwiniaj o to zaszło. Nie mogłeś nic zrobić'.
W tym momencie podbiegł do mnie Liam. Spostrzegł moje opuchnięte od płaczu oczu i też mocno mnie przytulił. Tak po prostu, bez słowa. Może to tylko głupi uścisk, ale podnosi na duchu jak mało co.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do szpitala.
Po dotarciu na miejsce, jako pierwszy wbiegłem do budynku. W środku zaczepiłem jakąś pielęgniarkę i zapytałem o dziewczynę przywiezioną z imprezy. Ta pani była na tyle miła, że zaprowadziła mnie do lekarza zajmującego się Mayah.
- Jesteś z rodziny?
- Tak, jestem jej bratem, co z nią?
- No, chłopie, masz bardzo silną siostrę. Walczy jak mało kto i wyślę, że przeżyje. Jej życie nie jest już zagrożone, ale konieczna będzie operacja. Nie martw się, to bezpieczny, choć skomplikowany zabieg. Za kilka minut zaczynamy- próbowałem pojąć każde słowo. Bałem się, że zaraz wypali 'Niestety twoja siostra jest sparaliżowana', albo ' Niestety, May nie będzie nic mówiła do końca życia'. W końcu obrażenia jakie poniosła były poważne.
-Dz...Dziękuję- Tyle dałem radę wykrztusić. Usiadłem i płakałem. Płakałem ze szczęścia, ale i ze złości, na siebie. Podbiegła do mnie mama i Liam. Nie bylem w stanie nic powiedzieć, tylko łkałem. Zapewne pomyśleli, że coś cię stało, bo obydwoje wybuchnęli głośnym szlochem.
Dopiero po dobrych pięciu minutach zdołałem wytłumaczyć im całą sytuację. Mama od razu chciała wejść na salę, porozmawiać z lekarzem, ale w tym momencie zaczęła się operacja. Nie mieliśmy żadnego kontaktu z którymkolwiek z lekarzy ani pielęgniarek. Ostatnią informacją jaką otrzymaliśmy było ' Będzie dobrze' wypowiedziane przez chirurga. To dodało nam otuchy, ale i tak bardzo się denerwowaliśmy. Czekaliśmy przed salą już drugą godzinę, a zabiegowi nie było końca. Z głębokiej ciszy wyrwał nas telefon do mamy.
Pracownicy mieli jakiś problem z bankomatami. Zamiast wydawać 100 złotych, wypłacały po 1000. To mogło przynieść ogromne straty dla banku. Oczywiste było, że rodzicielka musiała jechać do pracy. Odchodząc poprosiła, żebyśmy zostali, a ona, gdy tylko będzie mogła przyjedzie tu. Przytuliła mnie i Liama i pojechała.
Mayah
Chyba zaczynałam się budzić... Miałam świadomość, że ktoś jest ze mną, ale nie mogłam otworzyć oczu, nic powiedzieć ani się ruszyć. Wszystko mnie bolało, ale ogólnie czułam się dobrze. Usłyszałam głos Lou i chyba Liama.
- Martwię się o nią, zabieg skończył się już kilka godzin temu. Czemu ona się do cholery nie budzi?
- Stary, dobrze wiesz jaka jest silna. Ma teraz dla kogo żyć, zobaczysz, dajmy jej trochę czasu- dla odmiany zabrzmiał głos Li
- Ok, obyś miał rację. Idę po kawę, kupie ci, ale proszę zostań tu z nią.
Zapadła cisza. Usłyszałam tylko odsuwanie drzwi. Po chwili ktoś usiadł koło mnie. Tym ktosiem był Liam. Poznałam go, po jego cudownych perfumach. Złapał mnie za rękę, przez co serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
- Mała, ty musisz się obudzić, słyszysz? Dla mamy, dla Louisa... Dla mnie- to ostatnie wypowiedział tak cicho, jakby bał się, że ktoś to usłyszy. Poczułam, jak coś skapnęło mi na rękę. To chyba były jego łzy. Nagle ścisnął moją dłoń i coraz bardziej się przybliżał. Jego ciepły, miętowy oddech delikatnie otaczał skórę na mojej szyi. Był coraz bliżej i bliżej...
W momencie, w którym jego delikatne, malinowe usta naparły na moje, otworzyłam oczy. Sama nie wiedziałam dlaczego i jak. Gdy chłopak to zobaczył, najpierw się uśmiechnął, ale chwilę później zawstydził i okropnie zaczerwienił. Ja tylko posłałam mu ciepły uśmiech i poprosiłam, żeby usiadł na łóżku koło mnie. Liam nieśmiało spełnił prośbę.
Byłam słaba, ale dałam radę go przytulić i delikatnie pocałować w policzek. Spojrzał mi w oczy i chyba nie bardzo wiedział co ma powiedzieć. Ja wymruczała ciche 'dziękuję' i ponownie się do niego przytuliłam. Tak wtuleni w siebie i oparci o poduszkę siedzieliśmy na łóżku.
Poczułam się tak dziwnie, błogo. Byłam bezpieczna. Zaczęłam zasypiać, ale w tym monecie do sali wparował Lou.
- Hahaha, Liam, wiem, że ci się podoba, ale żeby tak na śpiąco się do niej dobierać? Hahaha, nieładnie, nieładnie- Najwidoczniej myślał, że nadal jestem w śpiączce. Przyjaciel nie zdążył się wytłumaczyć, bo ja szybko otworzyłam ślepia. Louis popatrzył na mnie jakby zobaczył ducha. Wydał okrzyk radości i mocno mnie uścisnął.
Brat od razu zadzwonił do mamy. Mimo, że nie dał jej na głośnomówiący i tak słyszałam, jak wrzeszczy na wieść, że się obudziłam.
Chwilę z nią rozmawiałam i obiecała, że jak tylko będzie mogła to mnie odwiedzi. Kończąc rozmowę, nieśmiało wykrztusiłam 'kocham cię' .
- Ja ciebie też słoneczko, pamiętaj.
Zamurowało mnie. Na ekranie smartfona widniał napis 'POŁĄCZENIE ZAKOŃCZONE', a ja siedziałam i czułam jak łzy spływają mi po policzkach.
- Hej, May, co się stało? Mama powiedziała coś złego? Boli cię coś? - pytał Lou, jednocześnie ocierając słoną ciecz z moich policzków.
- Nie, jest dobrze, nawet bardzo dobrze- odpowiedziałam posyłając mu ciepły uśmiech.
- No to czemu płaczesz?
- Stary, tą są baby, ich nie zrozumiesz, never!- zaczął się droczyć Liam.
W odwecie uderzyłam go w klatkę piersiową. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale przerwaliśmy, gdy do sali weszła pielęgniarka. To była ta sama, która się mną opiekowała cztery lata temu, gdy tu trafiłam.
- J...Jessy?- zająknęłam się na myśl o dawnej przyjaciółce.
- Mayah?- odwróciła się tak nagłym ruchem, że wszyscy usłyszeliśmy kości strzelające w jej kręgosłupie.
- Jezu, kobieto ty to masz łeb...- wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Jes podbiegła i mocno mnie przytuliła. Tak. To pewne. Jej z całego pobytu w szpitalu mi najbardziej brakowało. No pomijając Nialla.
- Oh May, co ja bym robiła, gdybyś ty do szpitala nie trafiała? Co się stało tym razem?- zapytała siadając na łóżku obok Lou.
- No więc... Ja... Ja nie wiem...- wszyscy wlepili swoje ślepia we mnie- Właśnie Loui, jak to się stało, że tu trafiłam?
Brat rzucił spojrzenie na Liama, jakby chciał zapytać, czy powinien mi mówić. Chłopak chyba zrozumiał, bo twierdząco pokiwał głową, na co Louis od razu zaczął opowiadać.
- No więc, ja i Liam tańczyliśmy i tańczyliśmy, aż zachciało nam się siku- zachichotałam, bo nie wiedziałam jaki związek ma taniec z sikami- No więc zeszliśmy z parkietu, udając się w stronę toalet. Boże, gdybym tylko wiedział... - zaszkliły mu się oczy. Mimo mojego stanu zdrowia przysunęłam się do niego i mocno go przytuliłam. W moich ramionach chłopak rozkleił się na dobre. Płakał i płakał a ja nie mogłam go uspokoić.
- Heeej, Boo Bear, nie płacz. To nie twoja wina, wiem, że gdybyś wiedział, to byś mi pomógł, słyszysz? Musisz być silny, bo jak ty będziesz słaby to ja kim? Galaretką? - Jess, Liam i Lou zachichotali, co mnie ucieszyło.
Gdy brat już całkiem się uspokoił, zorientował się, że wszyscy widzieli jak płakał. Trochę się zaczerwienił, ale nikt nie miał mu tego za złe, to był trudny czas.
- Ok, to opowie mi ktoś jak prawie zginęłam...Znowu? - po raz kolejny doprowadziłam wszystkich do śmiechu.
Louis wznowił opowiadanie. Słuchałam zew skupieniem i uwagą aby uchwycić wszystkie, nawet najmniejsze szczegóły. Na twarzy brata widać było, jak bardzo się wysilał, żeby zrelacjonować wszystko co widział i słyszał.
- No i gdy cię zabierali, to na chwilę się ocknęłaś i od razu spojrzałaś na tego loczka...
- Harrego- wtrąciłam.
- No więc zerknęłaś na Harrego- kontynuował- uśmiechając się. Był dosyć zdezorientowany i przerażony... Twoje oczy zsunęły się na jego ręce. Nagle krzyknęłaś 'To ty, tak, to ty!' czy coś w tym stylu. Wtedy ponownie zemdlałaś i już cię zabrali. Dopiero wtedy zauważyłem, że on trzyma w ręku nóż. Chciałem go złapać, ale mi zwiał.
- Co?! To nie był Harry! Ja to wiem! To nie mógł być on! Ktoś go wrobił! To nie on! Słyszysz?! Nie on! Nie!- krzyczałam energicznie gestykulując rękoma. Łzy napłynęły mi do oczu, na myśl, że ktoś może go podejrzewać.
- Ok, ok, spokojnie. Ja tylko mówię co widziałem- Loui podniósł ręce do góry w geście obronnym.
- Twój brat ma rację, nie możesz się denerwować. To nie jest wskazane, z racji tego, że kilka godzin temu przeszłaś poważną operację- uspokajała mnie Jessy.
Zamknęłam oczy i licząc w myślach do dziesięciu głęboko oddychałam. Tego sposobu nauczył mnie Zayn, zawsze działało.
- Wszystko ok?
- Tak,już lepiej, dzięki Liam- odpowiedziałam delikatnie się uśmiechając.
Wznowiliśmy rozmowę. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Czułam się znacznie lepiej niż po przebudzeniu. Usłyszeliśmy sygnał oznajmujący, że ktoś dostał smsa. Wszyscy zerknęliśmy na ekrany swoich telefonów. Jednak to była wiadomość do Li. Przeczytał ją na głos, bo w sumie adresowaną ją do mnie.
'Hej Liam, May się już wybudziła? Umieram tu ze strachu. Wiem, że jest trzecia w nocy, ale serio nie mogę zasnąć. Wyślij mi jej numer telefonu i powiedz, że jutro udam chorą. Jak rodzice wyjdą do pracy, pojadę do szpitala. Całusy Dann xx. '
- OMG, nie chcę, żeby opuszczała szkołę. Dam sobie radę sama- mówiłam z grymasem na twarzy.
- Jest ok. Danielle bardzo dobrze się uczy, jeden dzień jej nie zbawi.
Mimo, że był środek nocy, nikomu nie chciało się spać, a rozmowa coraz lepiej nam się toczyła.
- Hahaha, May, my to ci musimy wykupić tu specjalną salę... W szpitalu śpisz częściej niż w domu!- zakpił Louis.
- Ha ha, bardzo zabawne, uśmiałam się. Wystarczy mi, ze wy tu jes...
Urwałam w środku zdania. Zatkało mnie. Chłopcy nie wiedzieli o co mi chodzi więc gapili się na mnie jak na głupią. Ja patrzyłam się na szklane drzwi, za którymi stał Harry. On... On płakał... Z ruchu jego warg wyczytałam, ze powiedział 'To nie ja, błagam uwierz' . Kiwnęłam do niego twierdząco głową po czym się uśmiechnęłam.
W tej chwili Louis odwrócił się w stronę wyjścia i zauważył chłopaka. Hazza momentalnie zaczął uciekać, a Lou biec za nim. Krzyczałam, żeby go zostawił, bo jest niewinny, ale żaden z nich tego nie usłyszał. Byli już daleko na korytarzu.
___________________________________________________________
OK WRÓCIŁAM KOCHANI ♥
Tak jak obiecałam, jest rozdział. Kolejny się już pisze :D Jak Wam się podoba? Nagły zwrot akcji, nie? :) Przepraszam za błędy, ale większość nie pisałam u siebie :c .
AHA I JESZCZE PROSZĘ, PROSZĘ, PROSZĘ DODAWAJCIE KOMENTARZE !♥ Wystarczy 'zrobione', albo ' przeczytane'. Chcę po prostu wiedzieć, że mam to dla kogo pisać :). Dzięki, dobranoc ♥
~ muuertoo

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz