*POLECAM PODCZAS CZYTANIA SŁUCHAĆ PIOSENKI DRUNK, U.N.I., SMALL BUMP I LITTLE BIRD EDA SHEERANA, BO TO WŁAŚNIE PRZY NICH PISAŁAM TEN ROZDZIAŁ. NO TO MIŁEGO CZYTANIA KOCHANI ♥ ~ Muuertoo*
Louis
May urwała w połowie zdania i gapiła się w jeden punkt, jakby zobaczyła ducha. Wyglądała na zamyśloną. Zdziwiło mnie to, że potakująco kiwnęła i szeroko się uśmiechnęła. Odwróciłem głowę i zobaczyłem stojącego za szklanymi drzwiami Harrego. Chyba miał łzy w oczach, ale w tym momencie to mnie nie obchodziło. Mięśnie na całym moim ciele spięły się w kłębek. Chciałem go zabić. Zajebać jak psa, za to co zrobił Mayah.
Gdy tylko poczuł mój wzrok na sobie, zaczął uciekać. O nie, nie tym razem! Wypaliłem zanim.
Biegliśmy tak przez cały szpital. Nie mogłem go dogonić, bo co chwilę w drogę właziły mi jakieś staruszki, lekarze lub pielęgniarki. Przeklinałem w duchu całą tą noc.
Chłopak przemieszczał się naprawdę szybko, a ja traciłem siły. Po chwili zniknął mi z pola widzenia. Byłem wściekły na niego, ale jeszcze bardziej na siebie. Chciałem odetchnąć, poukładać sobie wszystko. Na dachu szpitala były kwiaty, małe drzewka, ławki. Pacjenci wychodzili tam, aby się odprężyć i odpocząć. Właśnie w to miejsce postanowiłem się udać.
Był środek nocy, więc nie spodziewałem się towarzystwa. Usiadłem na jednym ze stoliczków, podkuliłem nogi i zacząłem myśleć nad tym co się stało. Louis! Ty debilu! Jaki morderca odwiedza swoją ofiarę w szpitalu ?! Jesteś skończonym idiotą! On na pewno tego nie zrobił. Jeszcze przyszedł tu o tej porze, więc musiało go męczyć sumienie. A jaki gwałciciel ma wyrzuty sumienia? To niedorzeczne!
Zrobiło mi się głupio, bo doszedłem do wniosku, że Mayah miała rację, a ja postąpiłem pochopnie, co mi się wcześniej nie zdarzało. W tym momencie to siebie chciałem zabić.
Z rozmyślań wyrwało mnie chce, prawie niedosłyszalne łkanie. Dotychczas byłem pewien, że nikt w środku nocy nie wyłazi na dach, żeby się zastanowić nad swoim życiem. Zacząłem nerwowo spoglądać w każdą stronę. Nie wiedziałem kto był. Wstałem, żeby wejść z powrotem do budynku, ale wtedy, w oddali mignęła mi czarna postać. Przeraziłem się. Jedna część mnie (ta rozsądna!) kazała mi spieprzać stamtąd w podskokach, ale ta druga podpowiadała mi, żebym poszedł sprawdzić. Może ktoś potrzebuje pomocy? Postanowiłem zbliżyć się do tajemniczej osoby. Na palcach podszedłem do drzewa i schowałem się za nim. Byłem zaledwie kilka kroków od... Harrego. Tak to był on. Płakał i telepał się jak dziecko. Oczy miał opuchnięte jak dwa ping-pongi i nie potrafił się opanować. Nie widział mnie, więc spokojnie mogłem go obserwować.
Mimo tej całej histerii wyglądał... Ładnie. Jego skołtunione loki opadały na piękne, zielone ślepia. Cały był w ogóle taki idealny. Oh Loui, ogarnij się! Przecież to chłopak, a ty zachowujesz się jakbyś zobaczył śliczną dziewczynę!- karciłem się mentalnie, ale to nie dawało upragnionego skutku. Był naprawdę przystojny. Otrząsnąłem się, gdy zobaczyłem, że wyciąga z kieszeni telefon. No, biedny to on w domu nie miał, bo posiadał najnowszego iPohne'a. Wybrał czyiś numer i przyłożył komórkę do ucha. Nie powinienem podsłuchiwać, ale martwiłem się o niego. I pomyśleć, że pół godziny temu byłem gotowy go zabić...
- Hej mamo!- usłyszałem rozmowę- Tak, wiem, że powinienem być w domu *podciągnięcie nosem* Nie nic się nie stało... Dzwonię tylko, żeby ci powiedzieć, że cię kocham i tatę i Gemmę też. Ucałuj ich wszystkich ode mnie okej? *znowu podciągnięcie nosem* Nie, nie upiłem się i nie bzdurzę... Tylko musisz wiedzieć, że bardzo was kocham i nie ważne co się stanie, zawsze będę z wami. A teraz mnie posłuchaj. Obiecaj, że nie będziesz za mną płakać, ani tacie i Gemmie nie pozwolisz, okej? Nie mamo, nic mi nie jest. Tylko obiecaj, że nie będziecie tęsknić, ani płakać, obiecaj, przysięgnij! Mamo, proszę, zrób to dla mnie... Dziękuję. I pamiętaj, że duchem zawsze będę z wami. I jestem niewinny, pa kocham was!
Rozłączył się. Jego mama zapewne nawet nie zdążyła odpowiedzieć na ostatnie zdanie. Po zakończeniu rozmowy, chłopak jeszcze głośniej się rozpłakał. Mimo głębokiej ciemności panującej wokół nas, zauważyłem łzy błyszczące na jego policzkach.
'Obiecaj, że nie będziesz tęsknić...' Nie wiedziałem o co mu chodziło, ale na pewno nie żartował. Chyba naprawdę przejął się wypadkiem Mayah, bo łkał od chwili, w której zobaczył ją na szpitalnym łóżku aż do teraz, bez przerwy.
Harry podniósł się z ławki i zaczął iść. Byłem zdezorientowany, przecież w stronę, w którą szedł nie było nic, tylko... Tylko dziura w siatce. Otóż cały dach był odgrodzony specjalną siatką żeby nikt nie mógł spaść z czterdziesto-piętrowego budynku. Tylko w jednym miejscu była metrowa luka. On właśnie tam zmierzał.
Boże Louis! Zrób coś, rusz się! Bezszelestnie poszedłem za nim. No... Prawie bezszelestnie...
Oczywiście nasze rodzinne szczęście, a raczej pech musiało się odezwać w takiej sytuacji. Idąc kopnąłem puszkę. Niby mały hałas, ale w tak głębokiej ciszy, jaka wtedy panowała, wydawał się równoważyć z hukiem wydawanym przez startujący samolot. Harry momentalnie odwrócił głowę w moją stronę. Czułem jak przeszywał mnie wzrokiem. Gwałtownie się cofnął stojąc jedną nogą na krawędzi. Spojrzał w dół i z powrotem na mnie. Nie wiedziałem co zrobić. Chciałem podejść, ale gdy zbliżyłem się o krok, on zaczął krzyczeć.
- Nie podchodź! Odejdź! Idź stąd! Zostaw mnie!- darł się, zasłaniając twarz rękoma.
- Uspokój się, proszę! Wiem, że to może wyglądać dziwnie, bo pół godziny temu chciałem cię zabić... Ale nie rób niczego pochopnie. Daj sobie pomóc!
- Haha, mi pomóc? Mi pomóc? Mi się nie da pomóc, słyszysz? Nie da!- mówił nadal łkając- Wszyscy myślą, że to ja. Ale to nie ja...
- Wiem, że to nie ty. May też wie, słyszysz? Jeżeli teraz się zabijesz, będą mieli dowód, że to ty. Nie daj się wrobić!- starałem się podtrzymywać rozmowę, aby zyskać na czasie. Jednocześnie, nieznacznie podsuwałem się do niego, cały czas trzymając ręce na widoku.
- Ale wszyscy z imprezy tak myślą. Oni mnie wsadzą, rozumiesz? A co to za różnica zginąć tu, czy w pierdlu? Nie mógłbym tego zrobić, nie mógłbym...- nagle rozpłakał się jeszcze głośniej. Obrócił się całym ciałem w stronę ulicy, tak, że obiema stopami stał na krawędzi. Był tyłem do mnie. Głośno łkając, ciągnął swoje opowiadanie- tak zginęła Annie, moja młodsza siostrzyczka. Zgwałcili ją i zadźgali. Wiem jaki to ból dla rodziny. Sam to przeżyłem- wyciągnął ręce na boki, przygotowując się do skoku.
- Proszę cię, Harry! Mayah mi nie wybaczy, że cię nie zatrzymałem! Błagam...- zacząłem dławić się łzami, bo miałem świadomość tego, co miało się za chwilę wydarzyć.
- Jesteś jej bratem, tak?- nadal się nie odwracał. Wykorzystałem to i zbliżyłem się na odległość zaledwie metra- Przekaż jej, że ją polubiłem, ale i tak nie moglibyśmy być razem...
W tym momencie wysunął nogę tak, że pod sobą nie miał już gruntu. Dziesięć centymetrów i po nim. Louis, teraz! W chwili, w której wyciągał drugą stopę do skoku, ja podbiegłem i przyciągnąłem go do siebie. Przytuliłem go tak mocno jak tylko potrafiłem. Byłem przygotowany, że może się wyrywać ale on jeszcze ściślej wtulił się we mnie. Był okropnie zimny i cały się trząsł z płaczu. Łkał mi w ramionach, a ja jedyne co mogłem zrobić to oddać mu trochę swojego ciepła. Gdy już zaczął się uspokajać szepnąłem ciche 'dziękuję, teraz już będzie ok, damy radę', a on jeszcze mocnej wtulił się w mój tors, co wywołało u mnie uśmiech.
Czułem jakbym przytulał młodszą siostrę, która przybiegła do mnie po kłótni z ojcem. W tym chłopaku było coś innego, magicznego. Nie mogłem się tylko zorientować co... Z rozmyśleń wyrwał mnie sam Harry, który jeszcze bardziej się trząsł. Nie było to wywołane przez łaknie ale przez chłód. Na chwilkę się odsunąłem, co spowodowało niezadowolone mruknięcie loczka. Szybko zdjąłem kurtkę i owinąłem nią chłopaka, po czym obejmując go jedną ręką zaprowadziłem do ławki. Usiedliśmy bez słowa, siedząc w pewniej odległości, ale gdy zawiał zimny wiatr, Hazza przysunął się do mnie. Po pliczkach nadal spływały mu łzy, ale było już znacznie lepiej.
Spojrzałem na niego i jeżeli mogę to tak określić, wyglądał jeszcze piękniej. Jego rozczochrane loki delikatnie opadały na śliczne, duże, zielone oczy. Był całkiem inny niż pozostali chłopcy w takim wieku. Oh Loui, zamknij się! Skończ już!- znowu mentalnie skarciłem swoją osobę.
Zorientowałem się, że Harry bacznie mi się przygląda. Wydawało mi się, ze badał każdą część mojego ciała, jakby chciał jak najwięcej zapamiętać. Wtedy dotarło do mnie, że on nawet nie wie jak ja mam na imię. Nieśmiało wyciągnąłem rękę i przedstawiłem się.
- Mam na imię Louis. Możesz mi mówić Lou, Loui, Boo Bear choć tego nie lubię, albo po prostu Louis- uśmiechnąłem się najszerzej jak tylko w tej sytuacji mogłem.
- Harry, Hazza, Harreh, jak wolisz. Z resztą ty już wiesz- uścisnął mi dłoń a kąciki jego ust delikatnie poszybowały w górę.
Spostrzegłem, że chłopak był mocno wyziębiony. Ręce miał jak kostki lodu. Podniosłem swoją dłoń do jego czoła aby sprawdzić, czy jest tak samo chłodny, ale on natychmiastowo się odsunął.
- Spokojnie, chcę tylko sprawdzić temperaturę.
- Wszystko ok, serio- odpowiedział, zmuszając się na wesoły wyraz twarzy.
- No raczej nie ok, bo jesteś skrajnie wyziębiony. Poczekaj, pójdę ci kupić gorącą kawę- wstając, poczułem, że łapie mnie za rękę. Syknąłem z zimna. Loczek zauważył to i gwałtownie odsunął dłoń.
- O co chodzi Harry?- kucnąłem przed nim, tak aby być na jego wysokości.
- O nic... Tylko... Nie idź, proszę- podniósł dotychczas spuszczony wzrok i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Al.. Ale ty musisz wypić coś ciepłego- zająknąłem się, zatapiając w tych jego zielonych tęczówkach.
- Nie, błagam, tylko usiądź tu, koło mnie- poklepał puste miejsce na ławce.
- Ok, ale jeżeli będzie się coś działo, to mi powiedź. Pójdę po lekarza, dobrze?
- Dobrze- po raz pierwszy szeroko się uśmiechnął, pokazując urocze dołeczki w policzkach.
Tak jak prosił, usadowiłem się obok niego. Usłyszałem jak ziewa. Zorientowałem się, że musi być bardzo zmęczony, po całym dniu. Prawie zasypiał na siedząco.
- Harry?
- Hum?- odchrząknął sennie.
- Prześpij się, okej? Dzisiaj dużo przeszedłeś.
- Ale ja...
- Żadne cholera 'ale'. Idziesz spać i koniec- przerwałem mu szczerze się uśmiechając.
- No dobra...- odpowiedział z grymasem na twarzy.
Zaczął wiercić się w poszukiwaniu dogodnej pozycji, ale żadna nie była odpowiednia do spania. To ręka mi wisiała, to głowa opadała. Wreszcie usiadł zrezygnowany. Zerknął na mnie, ale już po chwili przeniósł wzrok na drzewo przed nami.
- Lou?
- Słucham?
- Eee.. A nic, nie ważne.
- Heej, jak zacząłeś to mów, jestem tu dla ciebie- zachęcająco się uśmiechnąłem.
- No bo ja... No ten...- jąkał się, coraz bardziej czerwieniąc. Wziął głęboki oddech i kontynuował- Czy ja mógłbym się o ciebie oprzeć?- momentalnie odwrócił wzrok. Szturchnąłem go łokciem w brzuch i jeszcze szerzej uśmiechnąłem.
- Jasne, ale ostrzegam, nie jestem zbyt wygodny- parsknął śmiechem i delikatnie położył głowę na moim ramieniu. Jednak po chwili zaczął się ponownie wiercić. Nic dziwnego, byłem dosyć kościsty. Oderwał się ode mnie i patrząc przepraszającym wzrokiem pomasował ucho.
- Haha, mówiłem.
- Nie o to chodzi...- zaczął się tłumaczyć ale mu przerwałem.
Posmutniałem, gdy zobaczyłem jak ponownie, desperacko próbuje znaleźć dogodną pozycję do spania. Nagle wpadłem na pomysł jak mogę mu pomóc.
- Harreh?
- Hmm? - mruknął pytająco, odwracają się w moją stronę.
- Jeżeli chcesz, to możesz położyć mi się na kolanach- widać było, że się wahał. Rozważał wszystkie 'za' i 'przeciw'.
- No to jak?- zapytałem ponownie po dłuższej ciszy.
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko powoli zaczął się do mnie przysuwać. Im był bliżej tym śmielej mu to szło. W momencie, w którym położył głowę na moich kolanach, wypuściłem oddech, choć nawet nie wiedziałem, że go wstrzymuję.
Leżał na plecach z głową na moich nogach. Patrzył mi głęboko w oczy i szeroko uśmiechał. Byłem tak zamyślony, że nawet nie zauważyłem, iż bawię się jego lokami, kciukami masując go po policzkach. Gdy zorientowałem się co robię, szybko cofnąłem dłonie, tak, że leżały po obu stronach moich bioder. Poczułem jak krwista czerwień zalewa mi policzki. Było mi strasznie głupio. Chłopak najwidoczniej to zauważył bo cicho zachichotał.
- Lou, jest ok. Lubie jak ktoś się bawi moimi włosami. Czuję się wtedy jak bu Beck...- urwał, jakby zorientował się, że za dużo powiedział.
Sam nie chciałem się dopytywać. Pewnie chodziło mu o jakąś Becky, może jego dziewczynę? Tak, na pewno.
Zauważyłem, że Harry zamyka oczy, co mnie ucieszyło, bo wreszcie odpocznie. Moja radość nie trwała jednak długo, bo po chwili otworzył ślepia i wlepił je we mnie.
- Louis... Ja przepraszam- mówił z trudem wypowiadając każde słowo.
- Ale za co?
- Za to, że nie pozwoliłem ci wtedy iść. Ale ja...- zrobił pauzę i głęboko odetchnął- ja się bałem, że ty pójdziesz i już nie wrócisz. Że mnie zostawisz, tak jak wszyscy...- zaszkliły mu się oczy. Moje ślepia także pokryła mgła. Podniosłem dłonie z ławki i ująłem w nie jego twarz, delikatnie masując okolice pod oczami. Przemogłem gulę, która narastała mi w gardle od czasu kiedy zaczęły mi kapać łzy.
- Nawet tak nie mów! Skąd ci po przyszło do głowy?
- No nie wiem, bałem się, ze będziesz jak każdy...- mówił dławiąc się słonym płynem.
- Ej, nie zostawię cię! Nie zrobiłbym ci tego... Obiecuję- odpowiedziałem bawiąc się jego lokami.
- Lou, dziękuję...
- Nie ma za co- posłałem mu ciepły uśmiech.
- Lubię cię, wiesz?- zapytał dosyć nieśmiało.
- Ja ciebie też, nawet nie wiesz jak bardzo Harry- nawet nie zorientowałem się kiedy, musnąłem ustami jego czoło.
Początkowo na twarzy chłopaka wymalowało się zdziwienie, ale już po chwili szeroko się uśmiechnął ukazując urocze dołeczki.
- Okej, okej, ale teraz to ty już idź spać.
- A ty?- zapytał troskliwym głosem.
- Ja zasnę, jak ty zaśniesz.
- Czy to jest szantaż?- podniósł głowę.
- Ta... A działa?- zapytałem, poruszając brwiami.
- Grr... No ok, już idę, już idę.
- Grzeczny chłopiec- głośno się roześmiałem.
- Dobranoc Loui...
- Dobranoc Harry- ująłem jego dłoń i splątałem nasze palce. Czułem jak przeszły po nim ciarki. Obrócił się tak, że głowę miał zwróconą ku górze, ale ciało w stronę mojego brzucha. Poczułem jak silnymi ramionami oplata mnie w talii. Tak wtulone we mnie, zasnął.
Mayah
Nie spałam całą noc. Martwiłam się o Louisa, ale jeszcze bardziej o Harrego. Mój brat kiedyś trenował boks. Mimo swojego kruchego, nadal ma siłę, o którą nikt by go nie podejrzewał. Przed oczami walały mi się obrazy. Widziałam jak Lou bije Hazzę, kopie go. Ten prosi, żeby przestał, płacze, ale Louis nie daje za wygraną.
Otworzyłam oczy, do których momentalnie napłynęły mi łzy. Bardzo się bałam. Na kanapie w sali smacznie spał Liam. Chyba usłyszał moje łkanie, bo szybko się zerwał i mocno mnie przytulił.
- Heej, co jest? Czemu płaczesz?- wypytywał nadal tuląc.
- B... Bo-o... Ja s-się b-boję- jęczałam, dławiąc się łzami.
- Coś ci się przyśniło? O co się boisz?
- N-nie. Ja s-się b-boję, że Louis coś z-zrobił Harremu. Kiedy staje w mojej obronie, jest jak maszyna do zabijania- wybuchnęłam głośnym szlochem.
- Słuchaj, może nie znam go długo, ale wydaje się rozsądny- w międzyczasie usiadłam na łóżku. Li starał się mnie uspokoić, mocno trzymając za ręce- Wiem, że nic mu nie zrobi. Zwłaszcza, że ty lubisz tego Harrego... Tak wiesz, lubisz lubisz- zaśmiał się zabawnie poruszając brwiami. W odwecie lekko uderzyłam go w tors, na co ten bezwładnie padł na sofę stojącą za nim i udał nieżywego. Zaśmiałam się głośno i lekceważąc ból podeszłam do kanapy, która znajdowała się zaledwie pięć kroków od mojego łóżka. Postanowiłam go 'wskrzesić'. Położyłam dłonie po obu stronach jego brzucha. Momentalnie otworzył oczy, bo wiedział co mam zamiar zrobić. Próbował się wyrwać, ale miałam przewagę, z racji że stałam, jeszcze...
- P-przestań... Proszę!- wiercił się i głośno chichrał.
- Tak? A ja myślałam, że umarlaki nie mają łaskotek... Hmm? Co o tym sądzisz?- nadal nie przerywałam wykonywanej czynności.
Nagle Liam gwałtownie się podniósł i łapiąc za boki bioder wziął mnie na ręce. Oplotłam nogi wokół jego talii i zaczęłam się bawić brązowymi włosami należącymi do chłopaka. Gdy już doszliśmy do łóżka, miał zamiar mnie położyć, ale ja kurczowo się go trzymałam. Li stracił równowagę, przez co oboje ze śmiechem padliśmy na miękką pościel. Leżał na mnie. No w sumie to niedokładnie na mnie, bo opierał się na rękach, umieszczonych po obu stronach mojej głowy, ku ścisłości.
Zatraciłam się w jego pięknych, czekoladowych oczach. Wyglądał tak słodko i delikatnie. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów. Nagle Li zaczął się nieśmiało przysuwać. Musnął delikatnie swoimi ustami moje, nadal nade mną wisząc. Odsunął się na pewną odległość, aby zobaczyć reakcję. W odpowiedzi jedną ręką chwyciłam go za kark, przyciskając do siebie, a drugą masowałam jego plecy. Poczułam, że przeszły go ciarki, gdy przejechałam paznokciami wzdłuż linii jego kręgosłupa. Powtórzyłam czynność kilkakrotnie, bo widocznie sprawiało mu to przyjemność.
Liam ponownie powoli się przybliżył. Widziałam, ze się waha, więc obiema rękami przycisnęłam go do siebie. Musnął nosem moją szyję, wypuszczając przy tym ciepły oddech. Cicho zachichotałam i mocno go pocałowałam. Ostatni raz na mnie spojrzał, po czym delikatnie wpił się w moje usta. Pocałunek był długi i namiętny. Chłopak po chwili się oderwał aby ponownie sprawdzić, czy wszystko dobrze.
- May, wszystko o...
- Oh, chociaż raz się zamknij- uciszyłam go i tym razem to ja zaczęłam pocałunek. Delikatnie przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp. Chwile się wahałam, ale uchyliłam usta. Li od razu wsunął mi do ust język. Przez kilkanaście sekund walczyliśmy o dominację, ale w końcu się poddałam, uznając siłę chłopaka. Pocałunek był o wiele dłuższy i bardziej namiętny od poprzedniego. Syknęłam mu w usta, gdy przypadkiem nacisnął na świeżą ranę. Od razu się odsunął. Był widocznie przerażony.
- Li, wszystko ok. Tylko nacisnąłeś na ranę i zapiekła. Ale jest dobrze, serio. Wiesz... pocałunek by mnie uzdrowił- zadziornie się uśmiechnęłam przy ostatnim zdaniu.
- Gdzie to jest? No ta rana?- sprecyzował pytanie, gdy widział, ze nie wiem o co mu chodzi. Wzięłam jego dłoń i delikatnie położyłam na brzuchu. Popatrzył na mnie ze łzami w oczach i powoli się odsunął. Zniżył się na wysokość mojego brzucha i zaczął delikatnie muskać ustami każdą z ran. Tak jakby chciał scałować cały ból. Gdy już skończył, usiadł na skraju łóżka i odgarnął leżące na mojej twarzy włosy.
- Kochanie jest piąta rano. Powinnaś się przespać. Jesteś słaba po operacji.
- Czy ty powiedziałeś do mnie 'kochanie'?
- T...Tak. To źle?- zapytał widocznie zmieszany.
-Nie, to dobrze- uśmiechnęłam się- nawet bardzo dobrze, skarbie...
Zawisł nade mną, opierając się ręką i delikatnie całując. Oderwał się i mruknął mi do ucha.
- Mrr, chyba polubiłem to twoje 'skarbie'. To... Pociągające.- cicho zachichotałam- a teraz już spać- musnął ustami mój policzek i zaczął odchodzić.
- Mmm- warknęłam z niezadowoleniem. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Coś nie tak?
- No... Bo wiesz... Śpij ze mną, ta kanapa nie wygląda na zbyt wygodną- przygryzając wargę, z uwagą obserwowałam jego reakcję.
- Kochanie, ja dam sobie radę, a tobie będzie niewygodnie jak się razem położymy. To łóżko jest małe.
- No wiesz, jeżeli się przytulimy, to się zmieścimy...- nie dawałam za wygraną.
- Jeżeli chcesz, to mogę posiedzieć przy twoim łóżku, aż nie zaśniesz.
- Ale ja chcę z tobą zasnąć, skarbie.- postawiłam nacisk na słowo 'tobą'.
- Grr, wiem, że mnie szantażujesz tym 'skarbie'.
- No to jak?
- Nie, jestem uparty- wypiął z dumą pierś.
Usiadłam na łóżku, przysunęłam do niego głowę i najbardziej pociągająco jak tylko umiałam wymruczałam mu do ucha:
- Jeżeli się ze mną położysz, to przez całą noc będę ci mówić 'skarbie'.- to ostatnie prawie wysyczałam, żeby go przekonać. Chłopak wywrócił oczami. Widząc, że wygrałam, tryumfalnie się uśmiechnęłam i pocałowałam go w policzek.
Zsunął ze stóp białe conversy i położył się koło mnie. Obróciłam się na bok, patrząc mu prosto w oczy. Mocno się do niego przytuliłam.
- No i gdzie to skarbie?- zrobił minę smutnego szczeniaka.
- Skarbie idź spać okej?
- Grr, dobra.
- Kocham cię, skarbie- pocałowałam go namiętnie.
- Ja ciebie bardziej...
Louis
Patrzyłem na niego, sam nie mogąc pogrążyć się we śnie. Chłopak leżący na moich kolanach był perfekcyjny. Jego pełne, malinowe usta idealnie współgrały z gęstymi, brązowymi lokami i zielnymi oczami, które teraz spoczywały pod zamkniętymi powiekami. Dopiero gdy spał zauważyłem jak długie rzęsy miał. Tak. To pewne. Był aniołem. Pewnie Bóg go zesłał, żeby nawracać takich dupków jak ja.
Nie chciałem się ruszyć, żeby go nie obudzić. Bałem się zasnąć. Bałem się tego, że gdy otworze oczy jego już nie będzie. Że ucieknie. Albo, że to jest tylko piękny, cudowny sen, z którego nie chcę się zbudzić.
Nagle poczułem jak mocniej wtula się w mój tors. Spod zamkniętych powiek wyciekło kilka łez. Coś złego musiało mu się śnić. Przypomniałem sobie, co tak bardzo kilka godzin temu go uspokajało. Ująłem jego twarz w dłonie i kciukami zacząłem masować mu policzki. Pozostałe palce wplątałem w loki. Dodatkowo nuciłem piosenkę Drunk Eda Sheerana, którą sam bardzo lubiłem.
Już po chwili jego rysy twarzy znacznie się rozluźniły a kąciki ust lekko poszybowały do góry. Mimo to, nadal gładziłem mu chłodne policzki i cicho śpiewałem.
- Już dobrze Harry... Jestem tu i nigdzie się nie wybieram, słyszysz? Zostaję tu z tobą- szeptałem.
Jakaś nieodparta chęć ciągnęła mnie do pocałunku. Rozum nakazywał mi się natychmiast ogarnąć. Louis! On woli dziewczyny, TAK JAK TY! Uspokój się zanim zrobisz coś, czego obaj będziecie żałować. Nie pamiętaj już swojej Lucy? Swojej pięknej, cudownej Lucy? Nie daj się skusić! To jest chłopak! CHŁOPAK! Co powie twoja mama? Co tam mama... Co powie Mayah? Przecież on jej się podobał. Zastanów się co robisz idioto!- prowadziłem ze sobą wewnętrzną wojnę, bo serce podpowiadało mi zupełnie coś innego. Zmęczony zmaganiem ze samym samym, poddałem się.
Wyglądał tak słodko, tak niewinnie... Nie dałem rady się oprzeć. Powoli przybliżyłem głowę go jego policzka. Zamknąłem oczy, byłem zaledwie centymetry od jego pięknej skóry...
Okejeczka, mamy 4 :) Wiem że się spóźniłam, ale mam okropne zaległości w szkole i muszę nadrabiać, pisać sprawdziany itd. NO WIĘC. TROCHĘ SIĘ ZAWIODŁAM, BO POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM NIE MA ANI JEDNEGO KOMENTARZA. No ale cóż :D.
Dobra dobra, jak Wam się podoba ten? :)
1) Dojdzie do pocałunku?
2) Uważacie że Liam i Mayah będą tworzyć dobraną parę?
CZYTASZ=KOMENTARZ ♥
~ Muuertoo x
bsefbdaghbagbhjksagahjksga *_____________*
OdpowiedzUsuńTO JEST ZAJEBISTE!
Ja już chcę kolejny rozdział :c ♥
Więc, jakby zawitał tutaj nowy to napisz do mnie ♥
@OnlyAngelOfDark
http://onlymystories1d.blogspot.com/