Bardzo proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem :)
Miłego czytania xx
Louis
Nieśmiało przybliżałem się do jego policzka. Dzieliły nas zaledwie centymetry. Chłopak nadal spał. Wyglądał cudownie, a ja nie mogłem mu się oprzeć. Zbliżyłem się na odległość pięciu milimetrów, zamknąłem oczy. W tym momencie Harry obrócił głowę, a ja trafiłem na jego usta. Nie zrobił tego specjalnie, dopiero wtedy się obudził. Chciałem się oderwać, ale on przytrzymał moją głowę przy swojej. Nie walczyłem długo. Pochłonąłem się w pocałunku, który stawał się coraz bardziej namiętny. Harry przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o pozwolenie.Nie chciałem tego zrobić, to wszystko działo się za szybko. Jednak loczek wiedział co zrobić. Przeniósł dłonie na moje włosy i lekko pociągnął za ich końce. Cicho pisnąłem mu w usta, na co on się uśmiechnął i wykorzystał sytuację. Poczułem jego ciepły i mokry język w ustach. Nie opierałem się, postanowiłem zatracić się w pocałunku. Hazza nie był zaborczy, ani natarczywy. Wręcz przeciwnie, dawał mi poczucie bezpieczeństwa przez swoją delikatność i spokój.
Wydawało mi się, że to trwało wiecznie. Przez głowę przepłynęły mi tysiące myśli.
Chłopak miał zamiar się oderwać, ale ja chciałem to ciągnąć tak długo, jak tylko się dało. Najlepiej w nieskończoność. Cały czas składałem mokre pocałunki na jego pełnych ustach. Harry położył dłoń nam moim torsie i delikatnie mnie odepchnął. Sam podniósł się do pozycji siedzącej i umiejscowił się na ławce w pewnej odległości ode mnie.
- Louis... Czy ty naprawdę tego chcesz?- zapytał zacięcie wbijając wzrok w chodnik.
Powoli się do niego przysunąłem, podniosłem dłoń do jego podbródka i podtrzymałem tak, aby patrzył na mnie.
- Harry... Ja...- zacząłem, sam nie wiedząc jak ubrać to w słowa- ja sam nie wiem.
Chłopak odepchnął moją dłoń i gwałtownie wstał. Zauważyłem łzę spływającą po policzku. Może i nie wiedziałem czego chce, ale na pewno nie chciałem go zranić. Nie zasługiwał na to.
- Słuchaj, przecież ty na dyskotece podrywałeś moją siostrę. Tańczyłeś z nią, całowaliście się... Nie patrz tak na mnie, wszyscy widzieli.
- Mi właśnie o to chodziło, żeby wszyscy to zobaczyli!- krzyknął ze złością.
- Aha, czyli co? Czyli wykorzystałeś May, bo bałeś się przyznać, że jesteś gejem? O to ci chodziło? Pogódź się z tym kim jesteś! Jak mogłeś jej to zrobić?
- Louis to nie tak..
- A jak? Kurwa wytłumacz mi jak? Bo najwyraźniej nic nie rozumiem!
- Bo ja ją polubiłem. Ale wtedy...
- No wtedy co? Co do cholery? Skapnąłeś się, że jest łatwowierna i naiwna? No to brawo, strzał w dziesiątkę, bo taka właśnie jest.
Zauważyłem, że loczek coraz bardziej płacze. Nie mogłem na to pozwolić, nie z mojego powodu!
- Harry, mi nie o to chodzi...- złapałem go za rękę i przysunąłem bliżej siebie, ale on momentalnie cofnął się o kilka kroków do tyłu.
- Loui, ja ją serio polubiłem, zanim... Zresztą teraz to już nieważne- zaczął biec w stronę schodów.
- Harry, zanim co? Co się do cholery stało?- darłem się do uciekającego chłopaka. Musiało to dosyć śmiesznie wyglądać. Coś jak scena z komedii romantycznych.
Loczek odwrócił i mimo, że był dlatego, spostrzegłem jego opuchnięte od płaczu oczy.
- Zanim poznałem ciebie Louis- powiedział tak cicho, że ledwo to usłyszałem. Większość odczytałem z ruchu ust.
Louis, ty pierdolony debilu! Jak mogłeś stracić kogoś takiego jak on?! Jak mogłeś go zranić?!- karciłem się mentalnie goniąc Harrego. Przecież jeszcze kilkanaście godzin temu miałem go szczerą ochotę zabić, a teraz biegnę za miłością życia, którą jest właśnie ta sama osoba. Paradoks. Tak właśnie, miłością życia. Kocham go. Tak naprawdę zorientowałem się dopiero, gdy zauważyłem jak płacze. Płacze z mojego powodu. Wtedy sam miałem się ochotę rozryczeć i błagać o przebaczenie. A teraz co robię? Biegnę za nim, bo w każdej chwili mogę go stracić. Bezpowrotnie. Ma słabą psychikę. To można dostrzec choćby po sytuacji, w której się spotkaliśmy. A co gdy tym razem spróbuje czegoś podobnego? Właśnie dlatego muszę go dogonić. Muszę.
Harry był szybki. Za szybki, znowu. przeciskaliśmy się przez tłum pacjentów, pielęgniarek i lekarzy. Przypominało to sytuację z poprzedniego wieczora.
Nie dałem rady go złapać. Gdy wypadłem przed szpital Hazza dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Roznosiło mnie wewnętrznie. Miałem ochotę skoczyć pod pierwszą nadjeżdżającą ciężarówkę. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Waliłem pięściami w szpitalne mury, krzyczałem na całe gardło, kopałem wszystko co popadło.
Postanowiłem wrócić do domu taksówką. Po przyjeździe pognałem prosto do łazienki. Wziąłem długi i odprężający prysznic, aby zmyć z siebie wszystkie zmartwienia. Po porannej toalecie poszedłem do pokoju, aby się w coś ubrać. Wybrałem biały t-shirt, bordową bluzę i luźne kremowe spodnie. Założyłem też czarne Vansy. Zbiegłem na dół i poprosiłem kucharkę o małe śniadanie.
- Louis, tak?- pokiwałem twierdząco głową- więc Louis, gnębi cię coś. No coś oprócz wypadku Mayah.
- A skąd pani może to wiedzieć?- wybuchnąłem, ale zorientowałem się, ze było to nie na miejscu więc cicho przeprosiłem.
- Nie ma za co- uroczo się uśmiechnęła- a wiem to stąd, że znam twoją mamę i to dobrze. No tak tak, nie myśl sobie, że jestem tylko starszą panią od gotowania- oboje wybuchnęliśmy śmiechem, a po chwili Aurelia wróciła do swojej wypowiedzi- znam ją bardzo dobrze. A wy jesteście identyczni, więc dam radę rozpoznać kiedy coś cię gnębi.
Uśmiechnąłem się nieznacznie i zabrałem do posiłku. Mimo, że były to moje ulubione naleśniki, nie mogłem nic przełknąć. Ta przeprowadzka, wypadek May, Harry. Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego nie mogę być normalnym nastolatkiem z problemem typu w co mam się ubrać, czy na jaką imprezę iść?
Zjadłem zaledwie trzy kęsy i poszedłem zanieść talerz do kuchni.
- Oh Louis, nie smakowało ci? Trzeba było powiedzieć, że nie lubisz naleśników.
- Nie, śniadanie było pyszne, a naleśniki osobiście ubóstwiam, ale nie mam apetytu. Martwię się o May...
- I nie tylko o May- zanuciła melodycznie Amanda, wracając do układania szklanek. Tak kobieta była cudowna. Widząc mnie drugi raz w życiu potrafiła idealnie określić moje odczucia. Polubiłem ją, była miłą brunetką z ciemnymi oczami. Miała gdzieś około trzydziestki, więc nie była taka stara za jaką się uważała.- ale nie chcesz? Nie mów. Ja nie naciskam.
Posłałem jej ciepły uśmiech.
Po krótkim zastanowieniu postanowiłem odwiedzić May. W sumie nawet nie wiedziałem jak się czuje. Poszedłem do jej pokoju, żeby spakować kilka rzeczy. Zabrałem sporo koszulek, legginsów, dresów i rurek. Do tego jakieś bluzy i swetry. Bieliznę pakowałem na oślep, żeby nie było, że grzebię jej w rzeczach intymnych. odwróciłem głowę i wyłowiłem w garści jakąś bieliznę. Wziąłem też kapcie, vansy i conversy. No i przyszła pora na kosmetyki. Kompletnie nie wiedziałem co jej będzie potrzebne. To nie tak, że nie wiem co jest do czego, bo w sumie przez 10 lat miała tylko mnie i trochę się poduczyłem, ale nie wiedziałem czego będzie używać. Doszedłem do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie spakowanie wszystkiego do kosmetyczki i zabranie ze sobą. Z biurka zgarnąłem trochę biżuterii i byłem gotowy do wyjścia. Torba, którą targałem wyglądała jakbym wyjeżdżał na miesiąc. Amanda padała ze śmiechu i uznała, że chcemy zostawić May na dłużej. Krzyknąłem że wychodzę i jak najszybszym krokiem udałem się w stronę szpitala. Jednak już po kilku minutach zrezygnowałem z pieszego dotarcia na miejsce, ze względu ta torbę, która ważyła tonę. Złapałem jakąś taxówkę i po kwadransie stałem przed ogromnym budynkiem. Okropnie się stresowałem. Po raz pierwszy w życiu miałem okłamać May. Pierwszy raz. Ale miałem jakieś inne wyjście? Lepsze to niż wejście i powiedzenie ' Hej Mayah, przepraszam, że nie zostałem z tobą w chwili, gdy leżałaś tu w krytycznym stanie, ale uganiałem się za Harrym, a później jakoś tak się złożyło, że zasnęliśmy w swoich ramionach. No i rano się całowaliśmy i ja mu powiedziałem coś czego nie powinienem i on mi uciekł. Aha a tak w ogóle to jestem gejem. No w najlepszym wypadku to bi, bo w sumie to sam się nad tym nie zastanawiałem'. Nie no to nie jest takie złe, w przypadku, gdzie chcę być wydziedziczony, zamordowany, wyśmiany i samotny. Nie, dzięki, wole skłamać...
Zanim się obejrzałem, stałem już pod salą mojej siostry. Kilka głębokich wdechów i szybkie wymyślenie jakiejś wiarygodnej bajeczki. No Lou, teraz albo nigdy! Pchnąłem ciężkie, szklane drzwi i wszedłem do środka. Zauważyłem Mayah i Liama śpiących, wtulonych w siebie. Razem wyglądali przesłodko. On- taki silny, obejmował ją jakby chciał przed czymś ochronić. Ona- mała, krucha, bezbronna. Idealnie się wzajemnie dopełniali. Nie chciałem ich budzić. Odwróciłem się i już miałem wychodzić, gdy usłyszałem, że ktoś się porusza.
- O siemka stary- szeptał delikatnie zsuwając May ze swojego torsu.
- No hej- odwzajemniłem rzucony mi uśmiech- ja wam nie przeszkadzam, poczekam na korytarzu...
- Nie, coś ty. I tak już nie mogę spać- odpowiedział zakładając conversy. Lekko cmoknął w usta śpiącą May, ale zorientował się, że jestem w sami i nieco się zmieszał.
- Bo zrobię się zazdrosny zakochańce!
- Bardzo zabawnie. Chodź na kawę, tym razem ja stawiam- przytaknąłem, cicho odłożyłem torbę i wyszliśmy.
Mayah
Obudziłam się gdzieś około dwunastej i zorientowałam się, że nie ma koło mnie Liama, choć zasypialiśmy razem. Szybko wstałam, no ale od razu potknęłam się o coś co leżało koło mojego łóżka. Co za debil postawił tu jakąś torbę? Torbę? Skąd... A pewnie Louis, albo mama przywieźli mi ubrania. W sumie to dobrze, bo marzę o prysznicu- 'rozmawiałam' sama z sobą szukając potrzebnych mi rzeczy. Zdziwiło mnie, że ten ktoś zabrał całą kosmetyczkę. No tak, to na pewno Louis. Mama wiedziałaby co mi wziąć.
Wyłowiłam żel pod prysznic, szampon, suszarkę, balsam i ubrania i pobiegłam do łazienki. Po prysznicu szybko się ubrałam, nie dbając o makijaż, czy włosy. Postanowiłam poszukać chłopaków. Pierwszym miejscem jakie przyszło mi do głowy była kawiarnia. Bingo.
Siedzieli i rozmawiali, pijąc kawę. Poczułam złość. Dlaczego ten dupek mnie wczoraj zostawił i nawet nie raczył odebrać telefonu? Gdzie jest teraz Harry? Mam nadzieję, że nie w kostnicy, bo w takim wypadku obaj tam sobie poleżą. Szybkim krokiem podeszłam do stolika, przy którym siedzieli.
- Gdzie wczoraj byłeś?- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- May ja...
- Kurwa, nie żadne May tylko gdzie byłeś?- krzyknęłam tak głośno, że wszyscy ludzie oderwali się od wcześniej wykonywanych czynności i spojrzeli na nas. Nie obchodziło mnie to. Teraz całą swoją uwagę skupiłam na Louisie. W rzeczywistości nie byłam na niego tak zła jak to pokazywałam. Chciałam tylko żeby mi wszystko powiedział.
- May, pobiegłem za nim, ale mi zwiał. Na ulicy spotkałem Marcusa, tego kolegę z Doncaster i poszliśmy się przejść. Wyprzedzę twoje kolejne pytanie- co robił o trzeciej nad ranem na ulicy? Wracał z imprezy. Około siódmej grzecznie wróciłem do domu. A Harremu nic nie jest.
- Nie wierzę ci... Wiesz dlaczego? Wczoraj pisałam z Marcusem i był w domu, w Doncaster. W pół godziny przeteleportował się tu? Okej, nie chcesz? Nie mów. Ale nie uwierzę, że Harremu nic nie jest dopóki go nie zobaczę. A dopóki nie będę miała pewności nie chcę z tobą gadać- obróciłam się na pięcie i wyszłam.
Wybiegł za mną Liam. Louis został w środku. Chyba się zdziwił moją reakcją. Zresztą ja też.
- May, to nie tak!
- A jak do cholery? Jak? A czyli tobie już wszystko powiedział, tylko mi nie. Nie no świetnie, super jest.
- Słuchaj kochanie, to dla niego trudne- powiedział zniżając głoś i przytulając mnie do siebie- spróbuj go zrozumieć. Co jakbyś ty... Z resztą lepiej będzie jak on sam ci to powie.
- Ta, powiedziałby, gdyby stąd nie spieprzył- krzyknęłam odsuwając się od chłopaka i wskazując na szklane drzwi, za którymi Louisa już nie było.
- Spokojnie, poszedł zrobić coś ważnego- odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Ale co?
- Jeszcze dzisiaj się przekonasz- nagle chłopak szerzej otworzy oczy- do jasnej cholery, co ty tu robisz?
- Hahaha, ja? Hahaha, ja stoje tu już jakieś dobre dziesięć minut- śmiejąc się z reakcji chłopaka ledwie dałam rade wydusić te słowa.
- Mayah Tomlinson, tobie nie wolno wychodzić z sali!
- Oh skarbie, brzmisz jak mój ojciec- skrzywiłam się na wspomnienie o wcześniejszym życiu.
- Heej, co jest?- dłonią podniósł moją brodę na wysokość swojej.
- Nie, o nic. Tylko... Nie mam miłych wspomnień z ojcem.
Chłopak o nic już nie pytał, jedynie mocno mnie przytulił i powoli odprowadził do sali.
Położyłam się na łóżku i zrozumiałam dlaczego nie mogłam nigdzie wychodzić. Bolały mnie wszystkie mięśnie, a rana zaczęła krwawić. Byłam zupełnie zdezorientowana i przerażona. Powoli zaczynałam tracić kontakt z rzeczywistością.
- May co ci jest?! May nie zasypiaj! Lekarza, szybko! Kochanie, otwórz oczy! No cholera, gdzie ten lekarz?!- słyszałam desperackie krzyki Liama. Jego głos był stłumiony, jakby wydobywał się z jakiegoś tunelu. Próbowałam walczyć z nagłym zmęczeniem, ale nie byłam na tyle silna. Odpłynęłam.
Louis
May wpadła do kawiarni jak tornado. Jeszcze nigdy na mnie tak nie krzyczała. Nie była jednak zła, widziałem to w jej oczach, w których malował się spokój, troska. Po prostu chciała wyciągnąć ze mnie informacje. Nie udało jej się, za dobrze ją znam. Jedyne co mnie zmartwiło, to to, ze nie chciała mnie widzieć, dopóki nie przyjdę z Harrym w jednym kawałku. Problem w tym, ze Harry też nie chce mnie widzieć.
Przed przyjściem Mayah rozmawiałem z Liamem. Na początku próbowałem wkręcić mu ten sam kit co siostrze. Jednak z nim nie poszło tak łatwo.
- Okej Lou, nie wiem jak postąpisz z Mayah, ale mi takiego kitu nie wciskaj. I tak się dowiem prawdy, nie odpuszczę. A może będę umiał ci jakoś pomóc.
- Payne, nawet nie wiesz jakie to dla nie trudne.
- Mogę sobie wyobrazić. Może będzie ci lżej jak mi opowiesz?
- Li, ty pewnie nie zrozumiesz...- spuściłem wzrok.
- Nie, jeśli nie dasz mi spróbować- szeroko się uśmiechną.
- No ok. Tylko proszę cie, nie oceniaj mnie, ja nie chciałem go zranić tylko...
- Oh Tommo, zacznij od początku. Postaram się pomóc. I nie jestem tu od osądzania.
Postanowiłem opowiedzieć mu wszystko w najmniejszych szczegółach. Ufałem mu.
- No i on wtedy uciekł. To znaczy przed tym dokończył jeszcze to zdanie. I wiesz co powiedział? ' Bo ja ją polubiłem, ale wtedy poznałem ciebie'- z trudem powstrzymując łzy, ciągnąłem mój długi monolog- próbowałem go dogonić, ale dosłownie zapadł się pod ziemię. Byłem wściekły. Miałem ochotę coś rozwalić. Żeby nie zrobić nic głupiego pojechałem do domu. Wziąłem prysznic, przebrałem się, zjadłem coś, spakowałem rzeczy dla May i przyjechałem tutaj. Resztę już znasz- zamknąłem oczy kończąc opowiadanie.
Liam słuchał w pełnym skupieniu i z wielką uwagą. Na końcu głęboko odetchnął i zastanowił się co mi powiedzieć.
- No dalej stary, powiedz, ze się mnie brzydzisz, że nie chcesz mnie znać. Jakoś to zniosę.- szeptałem próbując zatrzymać spływające po policzkach łzy.
- Żartujesz sobie?- wytrzeszczył oczy- Ja cię mam zostawić? W życiu! Stary, przyjaźnimy się, nie ważne kim jesteś, ani jaki jesteś. Nigdy nie miałem lepszego przyjaciela i zawsze ci pomogę- objął mnie ramieniem- a po drugie, lubię twoją siostrę i nie chcę mieś problemów ze szwagrem- oboje cicho zachichotaliśmy.
- Cieszę się, że to ty jesteś z May. Ufam ci, ale jeżeli ją zranisz... Nie chcesz wiedzieć co się stanie- znowu się zaśmialiśmy.
- No dobra, ale teraz ważniejszy jesteś ty i...
- Harry- uzupełniłem.
- O właśnie, Harry. Więc moim zdanie mimo wszystko powinieneś z nim pogadać. I to jak najprędzej. Powiedz mu wszystko, co do niego czujesz i kim dla ciebie jest. Z tego co opowiadałeś wydaje się mądry. Jeżeli jest ciebie wart- zrozumie.
Nie dokończyliśmy po do kawiarni przybiegła Mayah. Krzyczała coś. Nie bardzo ją słuchałem, bardziej przejmowałem się spotkaniem z Harrym. Dotarło do mnie tylko, że dopóki go nie zobaczy całego i zdrowego, nie gada ze mną. Te słowa zabolały. Cholernie zabolały.
Siostra wybiegła z kawiarni. W normalnej sytuacji pognałbym zaraz za nią, ale w tamtym momencie wahałem się co zrobić. Iść za nią, czy gonić do Harrego? Spojrzałem na Liama, który tak samo jak ja, obracał głowę w prawo i lewo, nie wiedząc co zrobić.
- Li, biegnij za nią, ale nie mów jej nic. Sam jej powiem. Ja lecę do Harrego. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to już dzisiaj wieczorem będę w szpitalu. Z nim.
- Okej, leć. Powodzenia- przyjacielsko się przytuliliśmy i każdy pobiegł w inną stronę.
Wypadłem ze szpitala jak torpeda. Chciałem zamówić taxi, ale czekanie by mnie zabiło. Postanowiłem iść a raczej pobiec. Pierwszym kierunkiem był mój dom. Gdy tam dotarłem zorientowałem się, ze nie wiem gdzie mieszka Harry. Cały entuzjazm prysł. Miałem ochotę zastrzelić samego siebie za tą głupotę.
Kurwa myśl, Tomlinson, myśl! Kto może wiedzieć gdzie on mieszka....Liam? Nie... May? Tym bardziej. Kogo jeszcze znasz... Danielle! Bingo! Ona zna wszystkich!
Nerwowo odblokowałem klawiaturę mojego iPohone'a i wybrałem numer mulatki.
- Halo?- po trzech sygnałach odezwał się nieco zaspany głos.
- Jezu Dan, tu Louis. Pamiętasz mnie? Z resztą nieważne, potrzebuje twojej pomocy- sam plątałem się w potoku słów wypływających z moich ust.
- Tak Lou, ciebie też miło słyszeć- odpowiedziała sarkastycznie.
- Jejku, przepraszam cię, że tak chaotycznie, ale to pilne.
- No to zamieniam się w słuch- usłyszałem szelest, po czym wywnioskowałem, że podniosła się do pozycji siedzącej.
- Znasz może Harrego Stylesa? Taki brunet, loczek, zielonooki...
- Tak, znam- przerwała mi- bardzo miłi i sympatyczny chłopak. Wszyscy go tu lubią.
- Ta, zdążyłem zauważyć. Z resztą nieważne. Wiesz gdzie on mieszka?
- Tak, jasne- Hallenstreet 69, a co?
- Jezu ratujesz mi życie, kocham cię dziewczyno!- szybko się rozłączyłem, po czym dotarło do mnie co właśnie powiedziałem. Ekspresowo napisałem smsa: ' Przepraszam za to 'kocham cię', ale to z tych nerwów. Jeszcze raz dzięki, Lou x'. Już po kilkunastu sekundach dostałem odpowiedź:' Spoko, polecam się na przyszłość i powodzenia! Dan x.' Schowałem komórkę do kieszeni i pobiegłem na główne skrzyżowanie. No i znowu wtopa. Gdzie jest niby to Hallenstreet? Zapytałem pierwszego lepszego przechodnia. Okazał się znajomym Hazzy. Był na tyle miły, że podprowadził mnie praktycznie pod sam dom.
- No a teraz tylko do końca prosto i przy skrzynce na listy w prawo. Rozpoznasz dom, bo jest duży, z zadbanym ogrodem- opowiadał żywo gestykulując.
Wyciągałem portfel żeby zapłacić za fatygę, ale chłopak grzecznie odmówił pod pretekstem, że nie może wziąć pieniędzy za coś takiego od kolegi Hazzy. Miły człowiek.
Szedłem już trochę wolniej, tak jak mnie poinstruowano. Bez problemu znalazłem duży, żółty dom z olbrzymim, pięknym ogrodem. Tak, miał rację, tego się nie dało przeoczyć... Z każdym krokiem moja pewność siebie słabła, a gdy stałem przed bramką miałem ochotę uciec jak najdalej. Louis, dasz radę, to tylko rozmowa.
Nacisnąłem guzik na domofonie i usłyszałem brzęk oznajmujący, że bramka została otwarta. Bez przekonania lekko ją pchnąłem i wszedłem na posesję. Byłem tak zestresowany, że nawet nie zauważyłem, kiedy stałem pod drzwiami. No Loui, wdech, wydech i pukasz.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Stuknąłem kilka razy w drewnianą płachtę i odszedłem o krok. Po chwili otworzyła mi je dosyć ładna nastolatka. Była podobna do chłopaka, z którym chciałem pogadać.
- Hej- nieśmiało pomachałem ręką i uśmiechnąłem się.
- Cześć.
- Zastałem Harrego?
- Kim ty jesteś? Nie widziałam cię wcześniej...- zabawnie zmrużyła oczy, bacznie mi się przyglądając.
- No... No bo ja ten... Bo ja się dopiero wprowadziłem do miasta- nagle język zaczął mi się plątać i nie mogłem nic z siebie wydusić.
- Sorry, mój brat jest chory i nie może zejść.
Szybko zatrzasnęła drzwi. Ja stałem jak matoł. Poczułem jak po policzkach spływają mi łzy. Gdy usłyszałem Harrego z głębi domu serce szybciej mi zabiło.
- Gemma, kto to był?
- A nie wiem, jakiś chłopak, pytał o ciebie.
- I co mu powiedziałaś?- jego głos był coraz wyraźniejszy, jakby zbliżał się do drzwi.
- Że jesteś chory, tak jak prosiłeś.
- Poszedł sobie?- znowu słodki głos Harrego.
- A ja wiem? Jezu, wyjdź i sprawdź. Co ja jestem.
- Dobra, dobra już spokojnie. Idę do ogrodu pobawić się z Boo.- chłopak odpowiedział ze śmiechem.
- Tylko go nie zamęcz.
- Ha-ha, zabawna jesteś, wiesz?- odpalił sarkastycznie.
Był zaraz za drzwiami. Dobrze to słyszałem. Zamarłem. Nagle drewniana płachta się otworzyła a zza niż wyszedł Harry. Nie ten sam, którego widziałem w szpitalu. Ten był rozczochrany, zapłakany, ubrany w wynaciągane dresy. Gdy mnie ujrzał zamarł, jak ja. Chwilę zawahał się, czy wyjść, ale wysunął się na wycieraczkę i zatrzasnął za sobą drzwi.
- Nie powinno cię tu być Louis.
_______________________________________________
No i jest 5 ♥ Przepraszam, ze znowu tyle nie pisałam, ale co chwila coś łapię :c. Z góry przepraszam za błędy, mam gorączkę i nie dam rady przeczytać drugi raz, by sprawdzić błędy. JAK WAM SIĘ PODOBA FABUŁA? LUDZIE PISZCIE W KOMENTARZACH, BO JA NIE WIEM, CO MAM MYŚLEĆ ;) Dziękuję za tak liczne odwiedziny, oby było tyle komentarzy :)
Kocham Was ♥ ~ Muuertoo
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
bardzo fajny :)
OdpowiedzUsuńzapraszam na rozdział pierwszy http://causeeverythingyoudoismagic1d.blogspot.com/ xx
Jest super ;D. Czekam na następny rozdział ! ;*
OdpowiedzUsuń