środa, 26 czerwca 2013

*ROZDZIAŁ 6*

BARDZO, BARDZO PROSZĘ O PRZECZYTANIE NOTKI POD  ROZDZIAŁEM! 

Miłego czytania~ Muuertoo ♥

   Louis
  

   Ta cała sytuacja była tak paradoksalna, że aż śmieszna. Osoba, której jeszcze miesiąc temu nie znałem, którą dwa dni temu byłem gotów zabić, dzisiaj nie chciała wyjść z mojej głowy. Czy wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia? Teraz tak. Ten moment, kiedy zobaczyłem go na imprezie. Wyglądał na tak niewinnego, że aż nieprawdziwego. Nikt nie ma prawa tak wyglądać. No może poza NIM. Te ciemne loki, zielone oczy, w których wtedy malował się strach zmieszany z dezorientacją, idealna figura. I nóż. Nóż, który w ogóle do niego nie pasował. To tak, jakby aniołowi wepchnąć do ręki pistolet, PARADOKS. Jak to możliwe, że w ciągu tych dwóch dni, w moim życiu wydarzyło się więcej niż przez ostatnie 4 lata? Nie wiem. Sam nie mam pojęcia co się dzieje. To wszystko jest jak rollercoaster. Mimo, że jesteś zapięty i bezpieczny i tak krzyczysz bojąc się... No właśnie, czego? Wypadku? Upadku? Sam nie wiesz czego się boisz. Po prostu, czujesz strach, który wypełnia całe twoje ciało. Nie możesz nic z tym zrobić, bo pomimo twojego wrzasku, kolejka nie zwalnia. Chwila odpoczynku przypada na czas, w którym wjeżdżasz pod górkę. Ale dobrze wiesz, że trzeba z niej zjechać, że trzeba ponownie się rozpędzić. Wtedy następuje pętla. Wszytko wywraca się do góry nogami. Punkt kulminacyjny. Największy strach, a jednocześnie największa zabawa. Pomimo lęku, po skończeniu jazdy masz ochotę na więcej. Tak właśnie teraz czuję się ja. Nie wiem co się ze mną dzieje, nie panuję nad sobą, ale jakaś dziwna siła nakazuje mi brnąć w to dalej. 


***
  - Harry, musimy pogadać.- zacząłem dosyć  pewnie.
- O czym? Widzisz jakiś powód, dla którego mielibyśmy rozmawiać? Bo ja nie.
- Herreh, proszę cię, daj mi to wyjaśnić...- moja desperacja była tak słyszalna, że aż nawet namacalna.
- Nie.- spuścił wzrok i ściszył ton głosu do szeptu.
- Har...
- Nie! Nie dociera do ciebie?! Nie chcę z tobą gadać! Nie mamy o czym gadać!- jego krzyk sprawił, że gwałtownie się cofnąłem. Chłopak wykorzystał to i zbiegł ze schodów uciekając w stronę pobliskiego parku. Chwilę zajęło mi otrząśnięcie się, więc, gdy ja zacząłem biec, chłopak był już przy bramie skwarku. 
Biegłem tak szybko, jak to było możliwe ale i to nie dawało wystarczających efektów. Harry oddalał się coraz bardziej, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Wtedy przed oczami pokazała mi się ta noc. Noc w którą spaliśmy na ławce. Jego łzy, moje słowa, jego zachowanie, nasz pocałunek, później cały potok niepotrzebnych słów. Louis, musisz to naprawić, teraz.
Nie wiem jakim cudem, ale nagle poczułem niesamowitą siłę w nogach, tak jakbym na nowo się urodził. Biegłem coraz szybciej i szybciej. Gdy byłem metr od Hazzy, mocno chwyciłem go za nadgarstek, aby się zatrzymał. Chłopak głośno jęknął z bólu i desperacko próbował się wyrwać, ale ja kurczowo trzymałem jego rękę. Wiedziałem, że przez to cierpi, ale to było jedyne wyjście, dzięki któremu porozmawiałby ze mną. 
- Harry, proszę, uspokój się...- starałem się mówić jak najciszej.
- Nie do cholery, nie uspokoję się! Puszczaj!- stawiał się celowo. Chciał mnie wyprowadzić z równowagi. Nie udało mu się to. 
- Ok, jeżeli po tym co ci powiem, nadal będziesz chciał odejść, pozwolę ci. Ale błagam cię, porozmawiajmy.- desperacko próbowałem zatrzymać łzy kumulujące się w kącikach moich oczu.
- Dobra, proszę, mów.- bąknął, jakby wszystko było mu obojętne, leniwie gestykulując wolną ręką. Postanowiłem poluzować uścisk. Chłopak szybko wysunął dłoń i potarł obolały nadgarstek, szybko naciągając rękaw bluzy tak, że wystawały mu tylko końcówki palców.
- Może usiądziemy?- zapytałem wskazując na ławkę kilka metrów dalej. Harry wywrócił oczami i powoli podążył w stronę wskazanego miejsca, ciągle krzywiąc się z bólu. on cierpi. Przeze mnie. 
- Nie, ja postoję.- odpowiedział, gdy ręką poklepałem miejsce koło mnie. 
- Ok, no więc... Harry.- głęboko odetchnąłem- najpierw pokarz mi tą rękę.- mówiąc to, wyciągnąłem dłoń w stronę chłopaka, ale ten momentalnie się odsunął. 
- Zwykła ręka, nic wielkiego. 
- Harry, wiem, że coś ukrywasz.- starałem się mówić spokojnym głosem.
- A niby dlaczego ma cię to obchodzić? Dlaczego ma cię obchodzić jakiś tam gej? Dlaczego ja mam cię obchodzić?- krzyczał i płakał jednocześnie.
- Bo cię kocham, kurwa! Słyszysz? Kocham cię i gdybym tylko mógł, wykrzyczałbym to całemu światu! Tak, kocham Harrego Stylesa od chwili, gdy go zobaczyłem!- poczułem jak ciepłe krople, spływają mi po policzkach- Harry- zacząłem już nieco spokojniej i ciszej- nie mogę, nie chcę o tobie zapomnieć. Ale jeżeli teraz powiesz żebym odszedł, zrobię to.- dokończyłem dławiąc się łzami. 
   Zielonooki milczał. Stał i wpatrywał się w moją sylwetkę, lustrując mnie wzrokiem, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Ciszę z jego strony odebrałem jednoznacznie. Wyminąłem go i zacząłem biec w stronę wyjścia z parku. Z czasem z szybkiego sprintu, zwolniłem do marszu. Szedłem i płakałem. W gruncie rzeczy, cieszyłem się, że park był pusty, bo nikt nie słyszał mojego głośnego łkania. Zachowywałem się jak dziecko i pomimo tego, że brakowało mi powietrza, chciałem alby te emocje wyszły na wierzch. Miałem nadzieję, że po tym będzie mi jakoś lepiej.  Nagle poczułem parę rąk oplatających mi talię. Zagłębienie w mojej szyi zostało wypełnione przez czyjąś głowę. Loki delikatnie połaskotały mnie po twarzy. To był Harry. Serce zaczęło mi bić ze znacznie większą prędkością, a oddech stał się niestabilny. Louis, nie, nie wydaje ci się, on tu jest. Zadrżałem, gdy usłyszałem jego szept, wpływający wprost do mojego ucha. 
- Wybierasz się gdzieś? 
Chłopak poluzował uścisk na tyle, że mogłem obrócić się do niego przodem. Ująłem jego twarz w dłonie, nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. 
- Al.. Ale ty przecież nie chciałeś...
- Przecież nic nie powiedziałem, że masz odejść, głupku- przerwał mi słodko się śmiejąc. 
- No, ale wtedy...
- Louis, to nie tak, że chciałem, żebyś odszedł. Jesteś moim narkotykiem, za który bym zabił, uzależniłem się od ciebie. Jesteś moim powietrzem, a jak mam żyć bez niego? 
   Do oczu napłynęły mi łzy, a usta zaczęły mocno drgać. Jeszcze nikt nigdy nie powiedział mi czegoś równie pięknego. Zieleń jego oczu działała kojąco na moje nerwy. Wszystko dookoła zniknęło. Byliśmy tylko ja i on, MY. Nie chciałem się odrywać od niego. Nigdy. Mógłbym tak spędzić resztę mojego życia, przytulonym do osoby, którą kocham. Tak kocham. Uwiadomiłem sobie to w chwili, w której go straciłem. 
Otrząsnąłem się, bo przypomniałem sobie o powodzie naszej kłótni. Ręka. Dobrze wiedziałem, że to dla nas obu będzie trudne, ale nie mogłem odkładać tego na później. Nadal wtulony w chłopaka, zacząłem rozmowę. 
- Harreh? 
- Mhm...- mruknął, dając do zrozumienia, że mnie słucha, więc kontynuowałem. 
- Pokażesz mi ten nadgarstek?- szepnąłem mu cicho, wprost do ucha.
Chłopak momentalnie się ode mnie odsunął i łapiąc za obolałe miejsce przecząco pokręcił głową. Szczerze mówiąc, okropnie zachciało mi się śmiać, bo wyglądał jak dziecko, które mówiło 'nie mamusiu, to nie ja zjadłem te ciastka, przysięgam'. Jednak powaga sytuacji nakazała nie okazywać tego typu emocji.
- Harry- próbowałem ponownie- dobrze wiesz, że chcę ci tylko pomóc. Ale daj do siebie dotrzeć, okej? Obiecuję, że nie zrobię nic, co miałoby ci zaszkodzić. 
   Chłopak zawahał się, co było widać po jego minie, ale w końcu podszedł kilka kroków do przodu i stojąc dokładnie w tym miejscu, w którym wcześniej mnie przytulał, wodził wzrokiem we wszystkich możliwych kierunkach, byleby nie popatrzeć mi w oczy. 
- Hej- podniosłem jego podbródek ta, aby patrzył na mnie- nie chcę robić nic wbrew twojej woli, więc pytam... Mogę zobaczyć? 
Oczy chłopaka automatycznie się zaszkliły. Mocno go przytuliłem, chcąc dodać otuchy. Poczułem, jak opierając się o moje ramię twierdząco kiwnął głową. Ująłem jego nadgarstek i podsunąłem rękaw bluzy aż do łokcia. Moim oczom ukazał się bandaż, przez który przebijała krew
- Nie, nie, nie, błagam, tylko nie to...- mruczałem pod nosem, starając się nie dopuścić do siebie myśli, że Harry mógł się ciąć. Postanowiłem odwinąć opatrunek. Starałem się robić to jak najdelikatniej, aby nie przysporzyć mu więcej bólu. Gdy zdjąłem bandaż ujrzałem mnóstwo krwawiących, świeżych ran. Musiały być zrobione niedawno. Najbardziej widocznie, bo najgłębsze było jedno nacięcie. Formowało się w kształcie litery 'L'. Podniosłem wzrok na łkającego chłopaka. Wykrztusił ciche 'przepraszam' i rozpłakał się na dobre. 
Lekko przysunąłem usta do ran chłopaka i złożyłem na nich delikatny pocałunek. Łzy utorowały sobie idealną ścieżkę na moich policzkach. Nie mogłem sobie wybaczyć, że Harry przeze mnie się ciął. Przeze mnie się samookaleczał. To tak, jakbym sam, powoli go zabijał. Nie, nie pozwolę na to. Już nigdy więcej to się nie wydarzy. 
- Harry, za co ty mnie przepraszasz?- wyszeptałem- to ja cię przepraszam. Słyszysz? To wszystko moja wina, nie wiem jak ja mogłem na to pozwolić... Harry, ja cię kocham. Błagam, obiecaj mi, ze już więcej tego nie zrobisz, dobrze? Jesteś dla mnie ważny, bardzo ważny. Nie chcę, żeby coś ci się stało.- wyszeptałem z trudem łapiąc oddech.
   Chłopak patrzył na mnie chwilę, jakby odtwarzał sobie w głowie moje słowa na nowo i na nowo. Nagle na jego twarzy zagościł piękny uśmiech ukazujący urocze dołeczki, w których już zdążyłem się zakochać.
- Louis, dziękuję. Za wszystko
Przyciągnął mnie do siebie, łapiąc za dolną część pleców. Po krótkiej wymianie spojrzeń złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.Gdy chłopak już się ode mnie oderwał, szeroko się uśmiechnął. Chyba cieszył się z takiego rozwoju sytuacji, zupełnie tak jak ja. 
- Harry, bo ten. Musimy iść do May, ona mi nie wierzy, że nic ci nie zrobiłem....
- Co?!- szerzej otworzył oczy- Mayah myśli, że mnie pobiłeś? Dlaczego?
- No bo... No bo tak jakoś...- próbowałem ominąć niezręczny temat. 
- Loui, teraz ty coś ukrywasz!
- Bo... No bo zdarzyło mi się pobić kilku gości, którzy byli dupkami w stosunku do niej- wydukałem, spuszczając wzrok.
- L...Louis, a czy któremuś z nich stało się, no wiesz... Coś poważnego? 
- Nie! No tylko jeden miał złamaną rękę i miednicę. Ale tego nie chciałem, przysięgam!- zacząłem się tłumaczyć, sam nie wiedząc jak.
- To dobrze- mruknął mi w usta, całując. Splótł nasze palce i wolnym krokiem udaliśmy się w stronę wyjścia z parku. Nie mogłem przestać na niego patrzeć. Był piękny, niesamowity i mój, tylko mój. Mimo różnicy wieku świetnie się dogadywaliśmy: wspólne zainteresowania, hobby, ta sama szkoła.
   Zanim się obejrzałem, byliśmy już pod bramą. Pocałowałem go w policzek i uwolniłem rękę z uścisku. Nie chciałem, żeby ktokolwiek nas widział, na razie. To wszystko stało się za szybko. 
- Okej, rozumiem. Chcesz się do tego przygotować- odpowiedział, przerywając moje długie milczenie. Jakby czytał mi w myślach, dosłownie. Uśmiechnął się szeroko, ukazując rzędy śnieżnobiałych zębów. 
- No wiesz...- skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przeniósł cały ciężar ciała na lewą stopę- w sumie, za jeszcze jednego buziaka, zapomniałbym o tym wszystkim...
Wywróciłem oczami i przybliżyłem usta do jego policzka, ale on w ostatnim momencie odwrócił głowę i złączył nasze wargi.
- Uhg, Harreh!- wymruczałem z udawanym wyrzutem.
-No przepraszam, nie mogłem się oprzeć...- wydukał, łapiąc się za brzuch ze śmiechu. Co go tak rozbawiło do cholery? Serio jestem aż takim złym aktorem? 
- Tak, baaardzo źle udajesz, bardzo.- Jak on to robi? Chłopak odpowiedział na pytanie zadane w myślach... Znowu. To zaczynało być straszne. 
   Przytuliłem go mocno i ruszyliśmy w stronę szpitala. Było samo południe, a co za tym idzie, ogromne korki, tysiące zabieganych ludzi, setki spokojnych spacerowiczów i rowerzystów. Początkowo mieliśmy zamiar pojechać taxówką, ale po przemyśleniu, doszliśmy do wniosku, że o wiele szybciej będzie się tam dostać pieszo. Gadaliśmy, śmialiśmy się i szturchaliśmy. Wyglądaliśmy jak normalni kumple... Chyba. Po drodze zahaczyliśmy o starbucks'a żeby kupić mrożoną kawę dla May. Oczywiście zamówiliśmy też coś dla siebie. Niestety, zanim doszliśmy do celu, napój dla siostry wylądował na chodniku, przez jakiegoś skatera. Pozer. 
Nim się obejrzeliśmy, byliśmy już pod szpitalem. Zacząłem się porządnie denerwować. Nie wiedziałem jak zareaguje Mayah. Niby Harremu nic nie zrobiłem, przynajmniej nie fizycznie, ale i tak może mieć mi za złe kłamstwo. Nie dziwię się jej.  Sam mam je sobie za złe. Mogłem przecież powiedzieć jej całą prawdę. No właśnie, mogłem? 

   Mayah


   Zdziwiłam się widząc kilkunastu lekarzy stojących nade mną. Początkowo nie wiedziałam co się dzieje, ale już po chwili przypomniałam sobie całą sytuację. Straciłam przytomność. Chyba. W sumie nie było innego wytłumaczenia, jakie w tej chwili przychodziło mi na myśl. 

Co do lekarzy. Ich obecność szczerze mnie irytowała. Gapili się w te monitorki, co chwilę przypinali nowe kabelki do mojego ciała, zadawali wręcz oczywiste pytania. To było denerwujące. 
Co kilka minut rzucałam okiem na Liama siedzącego na kanapie naprzeciwko. Nie stał przy łóżku, bo nie chciał przeszkadzać specjalistom. Szczerze mu za to dziękuję, bo gdyby jeszcze on gapił się na mnie jak na dwugłowego jednorożca to chyba bym oszalała. 
- Proszę dopilnować, aby dużo odpoczywała i pod żadnym pozorem nie wstawała z łóżka. Dawka snu dobrze by jej zrobiła. To co się zdarzyło to efekt przemęczenia i zbytniego wysiłku w krótkim czasie po operacji. Nie jest to nic groźnego, aczkolwiek lepiej unikać takich incydentów. Cóż, najważniejsze aby dużo leżała i odpoczywała. My postaramy się skontaktować z matką .- lekarz tłumaczył to wszystko Liamowi, bo chyba zauważył, że mam go dosyć i i tak bym go nie słuchała. Bystry chłopak, bystry...
   - A nie mówiłem, żebyś nie wstawała? Nie, przecież ty zawsze musisz być najmądrzejsza, prawda? Wiesz czym to groziło? Czy ty mnie w ogóle słuchasz?- Li nie zamykał się od wyjścia lekarzy z sali. Był wprost wściekły za to, że go nie posłuchałam. Powinien się przyzwyczaić, nigdy nikogo nie słucham. 
- Oh, skarbie, nie złość się. Wiesz dobrze, że byłam tak wściekła na Lou, że i tak bym nie wysiedziała w tej chorej sali.- odpowiedziałam wywracając oczami- a, własnie. Wiadomo co u Louisa? Dzwonił?
- Tak, napisał mi smsa. Powiedział, ze wszystko idzie zgodnie z planem. Nie wiem co za plan, ale chyba dobrze, jeżeli zgodnie z planem.
- Liam...
- Hmm?- zamruczał dając do zrozumienia, że mogę mówić dalej.  
- Martwię się.
- Ale o co kochanie?- zapytał ściągając buty i kładąc się koło mnie.
- O to, że potraktowałam Louisa zbyt, no wiesz... Chamsko. Nie powinnam taka być. Jeżeli mnie okłamał, to miał ważny powód. Zachowałam się jak rozwydrzony gówniarz. I wiesz co jest najgorsze? Loui jest taki, że zrobi wszystko, żeby odzyskać moje zaufanie. Wszystko. I tego właśnie się boję. - Odpowiedziałam, wtulając się w jego ciepły tors. 
- Hej, da sobie radę. Przecież to twój brat. Twój. Macie podobne charaktery, nie da się.- oboje wybuchnęliśmy śmiechem. 
   Rozmowę przerwał nam telefon Liama, który natrętnie dzwonił już od kilku minut. Początkowo nie chciałam, żeby chłopak go odbierał, ale po dziesiątym razie zmieniłam zdanie dla świętego spokoju. 
- Halo? Tak... No okej... Nie, wszystko dobrze. To znaczy straciła przytomność... Spokojnie, już okej... No dobra... Za chwilę będę...- prowadził z kimś rozmowę oddalając się od łóżka. 
- Kochanie, mam dla ciebie niespodziankę. Zaraz wracam.
- Ale ja nie lub...- nie zdążyłam dokończyć bo chłopak wybiegł już na korytarz. Wyglądał na podekscytowanego, a zarazem zdenerwowanego. Dziwne...
   Wpatrywałam się w te szklane drzwi już od kilku minut i... No właśnie, i nic. Przechodziło kilka pielęgniarek, lekarzy, salowych. Nic co mogłoby spełniać rolę niespodzianki. Chyba, że ktoś lubi dostawać prywatną pielęgniarkę. Zaczęło mi się nudzić, a co za tym idzie, chciało mi się spać. Nie mogłam z tym walczyć, więc po prostu zakryłam się kołdrą po sam noc i zasnęłam. 
***
- Kochanie, obudź się. Już jestem.- Liam delikatnie gładził mnie po policzku, powoli wybudzając ze snu. 
- Il... Ile spałam?- zapytałam z jeszcze zamkniętymi oczami.
- Jakieś pół godzinki. Wstawaj już, bo mam tą niespodziankę.- momentalnie rozszerzyłam powieki, a poje pole widzenia znacznie się powiększyło. Przejechałam wzrokiem całą salę, ale nie zauważyłam owej 'niespodzianki'. 
- Okej, nic tu nie ma. O co ci chodzi?
- Zaraz zobaczysz.- odpowiedział podchodząc do drzwi.- okej, chodźcie, obudziła się- krzyknął wychylając głowę na korytarz. Byłam zupełnie zdezorientowana. Nagle do sali wszedł Louis, a zaraz za nim Harry. Moja dezorientacja osiągnęła poziom maksymalny. Mimo, że nie wiedziałam o co chodzi, ucieszyłam się na widok obu chłopaków. Ucieszyłam, to mało powiedziane. Miałam ochotę skakać z radości, ale jak wiadomo, jedyne co mogłam to ich przytulić. 
Rozmawialiśmy dosyć długo. Harry wyjaśnił całą zaistniałą sytuację, choć widziałam że Liam nadal mu nie ufał. Gdyby nie ja, zapewne by się na niego rzucił z pięściami. 
Jednak nie to najbardziej mnie zastanawiało. Louis. Był zupełnie inny: cichy, zamyślony. Jakby się czegoś bał. Przecież nie miał czego, już dawno mu wybaczyłam. A może tu nie chodzi o mnie? 
   - Kochanie, bardzo cię przepraszam!- mama wbiegła do sali i płacząc mocno mnie przytuliła. Chłopcy znacząco na siebie spojrzeli i wyszli. Liam bezgłośnie powiedział że idą do kawiarni, na co ja kiwnęłam głową.
- Mamo, nie musiałaś się urywać z pracy, ty;lko po to żeby do mnie przyjechać.- powiedziałam ocierając jej łzy.
- May, jesteś dla mnie najważniejsza. Ty i Louis jesteście całym moim światem. Straciłam was raz, nie pozwolę na kolejny.- tym razem to ja się rozkleiłam. Od dawna potrzebowałam mamy. Choćby do tego. Do tego, żeby popłakać sobie mocno się przytulając. Oczywiście, często płakałam przy Lou, ale to nie to samo. 
- Jak się czujesz?  Wszystko już w porządku? Lekarze do mnie dzwonili. Mówili także, że będziesz przesłuchiwana, oczywiście jeśli tylko chcesz.- zasypywała mnie tysiącami pytań, znacznie się uspokajając. 
- Już lepiej, dziękuję. A co do przesłuchania, nie wiem, czy jestem na to gotowa. 
- Rozumiem. Nie będziemy na ciebie naciskać. Zrobisz co będziesz chciała. Po prostu chcemy jak najszybciej złapać tego bruta...- rozmowę przerwał wchodzący do sali lekarz. 
- Pani Mayah Tomlinson?- zapytał sprawdzając coś w karcie.
- Tak to ja.
- A pani to...?- zwrócił się do mamy. 
- Amanda Tomlinson, mama May.- odpowiedziała pytająco zerkając w moją stronę.
- Oh, mama. Jeżeli mógłbym prosić panią na słówko. Mamy pewne wyniki badań...
- Niech pan mówi przy córce. Nie mamy przed sobą tajemnic, a jeżeli dobrze rozumiem chodzi tu o jej zdrowie-  przerwała mu szeroko się uśmiechając. 
- Tak więc... Ekhem- odchrząknął, zaznaczając, że ogłosi coś bardzo ważnego. No dawaj stary, nie mam całego dnia.- Patrząc na wyniki badań, które dzisiaj otrzymaliśmy, Mayah nie ma żadnych obrażeń wewnętrznych, co oznacza, ze nie została zgwałcona, jako jedyna z tych czterech dziewczyn. Najwidoczniej sprawca nie zdążył tego zrobić. To tyle z mojej strony, dziękuję.- odwrócił się na pięcie i wyszedł. Nie wiedziałam co mam zrobić. Krzyczeć czy płakać ze szczęścia. Mimo, że tego nie okazywałam, bardzo bałam się wiadomości, że zostałam zgwałcona. Nie chciałam, żeby mój pierwszy raz wyglądał W TEN sposób. Mama zaczęła cicho płakać, a ja zaraz za nią. 
- Tak się cieszę! Kochanie, nawet nie wiesz jaka to ulga.- szlochała mocno mnie przytulając. Gdy obie się uspokoiłyśmy, zaproponowała, że pójdzie do automatów po kawę. Zgodziłam się, więc zabierając portfel, szybko wyszła z sali. Patrząc na oszklone drzwi, zauważyłam kilku policjantów przechadzających się po korytarzu. Czego oni tu szukają? 
Zanim się obejrzałam mama wróciła z dwoma kubkami brązowego płynu. Od razu zauważyłam, ze coś jest nie tak.
- Mamo, o co chodzi?- zapytałam odbierając naczynie.
- Zaraz sama zobaczysz. 
Nie zdążyłam zadać kolejnego pytania, bo do sali ponownie wszedł lekarz. Tak jak poprzednio głośno odchrząknął i zaczął swój monolog. 
- Panno Mayah...
- Po prostu May- przerwałam. Nie lubiłam gdy ktoś zwracał się do mnie tak oficjalnie.
- Więc, May. Policja przesłuchuje dziewczynę, która trafiła razem z tobą z tej imprezy. Już kończą i pytają, czy ty też zgadzasz się na opisanie przebiegu wydarzeń z tamtej nocy. Oczywiście nie będziemy naciskać. Ale im szybciej, tym lepiej. Co prawda policja ma już swojego podejrzanego, ale twoje zeznania będą kluczowe dla tej sprawy.
- Czy można wiedzieć, kto jest podejrzanym?
- Jakiś dziewiętnastolatek. Z tego co słyszałem ma na imię Harry. Tyle wiem w tej sprawie.- odwrócił się i wyszedł.
   Zamarłam. Czyli policja już wie o Harrym. Genialnie. Policja robi sobie przechadzkę po szpitalu, a ja nic nie mogę z tym zrobić. 
- Mamo, chcę zeznawać. Teraz.
***
   Po niespełna piętnastu minutach w mojej sali pojawiła się grupa policjantów ubranych w służbowe mundury. Każdy z nich grzecznie się przedstawił. Jeszcze raz upewnili się, że chcę być przesłuchiwana. Oczywiście składanie zeznań miało odbyć się przy mamie, bo nie byłam pełnoletnia. 
Najstarszy z mężczyzn zaczął zadawać mi pytania. Na wszystkie odpowiadałam zgodnie z prawdą, bo przecież tylko tak mogłam pomóc Harremu. 
- Więc tańczyłaś z panem Stylesem, gdy on w pewnym momencie poszedł do toalety, tak? 
- Dokładnie tak. W sumie ja też poszłam do WC. Po powrocie spotkaliśmy się przy barze. Po chwili Harry zorientował się, że w łazience zostawił telefon, więc się po niego wrócił. Ja napiłam się soku i zachciało mi się spać. Później obudziłam się tutaj.- odpowiedziałam na jednym wydechu. Bałam się. Bałam się jak cholera, że powiem coś co obciąży Loczka. Miałam nadzieję, że zeznanie całej prawdy pomoże w odnalezieniu autentycznego sprawcy. Policjant jeszcze kilka sekund dziwnie mi się przyglądał. Później zanotował coś w notesiku, podziękował i wraz z całą eskortą opuścili moją salę. Głęboko odetchnęłam. Cieszyłam się, że miałam to już za sobą. Może teraz Harry przestanie być podejrzanym. O cholera Harry! 
Podniosłam się jak oparzona. Przecież policji jest tu więcej niż na posterunku, obstawili każde wejście, a Styles siedzi na kawce. Jak go zobaczą to po nim, nie ma jak uciec. 
- Mamo, ja muszę do toalety.- odpowiedziałam powoli się podnosząc. 
- Pójść z tobą?
- Nie!- powiedziałam trochę głośniej niż powinnam- Nie trzeba, dam sobie radę.- posłałam ciepły uśmiech- zaraz wracam.
Powoli podeszłam do szklanych drzwi i jednym machnięciem je odsunęłam. Cały czas czułam na sobie wzrok mamy. Nie pokazuj, ze cię boli, dalej May, dasz radę. Wyszłam i nie zważając na ból coraz szybciej podążałam w stronę kawiarni. Akurat przechodziłam obok sali tej dziewczyny z imprezy. O mój Boże, ile policji. Naprawdę. Aż roiło się tam od niebieskich mundurów. Tym bardziej musiałam się jak najszybciej dostać do kawiarni. Wymijając wszystkich pacjentów, lekarzy. no i oczywiście policjantów, dotarłam do celu. Na szczęście jeszcze są. Olewając ból brzucha, wbiegłam do środka.
- Harry, już są. Uciekaj. 

____________________________________________________________

Witam Was wszystkich! ♥

Nawet nie wiecie, jak mi przykro z powodu mojej nieobecności. Wynika to z popraw ocen, sprawdzianów itp. Chyba mnie rozumiecie.  Miałam nawet zamiar zawiesić bloga, ale jakoś obeszło się bez tego. No więc mamy już 6. JAK TO SZYBKO ZLECIAŁO :O . Pamiętam, jak dopiero zaczynałam z prologiem, a tu proszę, już 6! Ok, więc ma do Was kilka spraw. 
1 TEN ROZDZIAŁ JEST DEDYKOWANY WSPANIAŁEJ MARTYNIE (@OnlyAngleOfDark) I MOJEJ KOCHANEJ PAULINCE (@Paulinka591) KOCHAM WAS BARDZO I DZIĘKUJE ZA MOTYWACJE I KOPNIAKI W DUPE! ♥♥♥
2  Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, to podajcie nazwę na Twitterze w komentarzu :) 
3  Piszcie co Wam się podoba/ nie podoba. Ten blog jest własnie dla Was, nie dla mnie. 
 NO I OCZYWIŚCIE DZIĘKUJĘ WAM BARDZO ZA WYROZUMIAŁOŚĆ I CIERPLIWOŚĆ, JESTEŚCIE NIESAMOWICI ♥ KOCHAM WAS ♥

CZYTASZ=KOMENTUJESZ




3 komentarze:

  1. baudfvafbshgafhjas *_________*
    oczywiście rozdział zajebisty, jak zwykle *-*
    nie no, aż zaparło mi momentami dech w piersiach ♥
    iii dziękuję za dedykację do rozdziału, KOCHANY FEJMIE! ♥

    @OnlyAngelOfDark

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się spodobał :) Wiesz jak trudno było napisać to wszystko w taki sposób, żeby miało sens? M A S A K R A
      Dziękuję bardzo za komentarz <3 I TY MI DZIĘKUJESZ? TO JA CI DZIĘKUJĘ ZA TE KOPNIAKI W DUPSKO, ŻEBYM SIĘ WZIĘŁA W GARŚĆ ♥

      Usuń
  2. Matko, świetne *o* nie mogę się doczekać kolejnego, napisz do mnie jak będzie! :3 @ohsummertime_

    OdpowiedzUsuń