piątek, 22 marca 2013
*Rozdział 1*
Mayah
- No tak, przecież mówię Ci, że już wracam. Aleś ty nadopiekuńczy... Obiecuję, że za pięć minut widzisz mnie w domu. -Jak zwykle kłóciłam się przez telefon z Louisem.- Aha, Lou, jest już ojciec?
- Nie jeszcze nie ma, ale proszę cię, pospiesz się.
- Tak, zaraz będę, czekaj przed domem, jakby coś.
- Okej, uważaj na siebie mała.
- Okej, okej, pa.
Myślałam, że wszystko się uda. Co prawda z imprezy miałam wrócić pół godziny temu, ale ojca nie było w domu. Mogło mi się upiec. Tak jak obiecałam bratu, po pięciu minutach skręcałam w uliczkę prowadzącą do nasze willi. To co tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach. Duży, czarny Jeep wjeżdżał właśnie do garażu. To był mój tata. ' Cholera, tak blisko, a tak daleko'- powiedziałam sama do siebie obmyślając plan prześlizgnięcia się niezauważona do domu. Wpadłam na pomysł, że może Lou zagada ojca, a ja wtedy wejdę. Wysłałam mu esa, krótko wyjaśniając całą sytuację. Już po kilku sekundach dostałam odpowiedź 'OK'.
No i zaczęło się. Nigdy nie wątpiłam w zdolności aktorskie Louisa, ale w swoje szczęście tak. Zawsze w coś się pakuję. W pełnym skupieniu czekałam na znak od brata. Gdy mignął latarką z całym pędem zaczęłam biec w stronę domu. Wiedziałam, że to moja jedyna szansa i, że nie mam dużo czasu. Ulżyło mi, gdy wbiegłam do garażu. Głęboko odetchnęłam, bo stamtąd wystarczyło tylko cicho wejść po schodach prowadzących na piętro. Rozluźniona i spokojna wchodziłam po stopniach.
Trzask. Wazon z kwiatami rozbił się w drobny mak. Okruchy szkła, rozproszyły się po całym holu. Dobrze wiedziałam co mnie czeka.
'Nie, przecież nikt mnie nie widział. Wazon spadł sam. Tak po prostu.'
Ściągnęłam buty, żeby jak najciszej wejść na górę. Starałam się oczywiście nie stąpać na kawałki szkła, ale jak to bywa z moim szczęściem, wielokrotnie depnęłam w odłamki raniąc sobie nogi. Gdy zatrzymałam się dosłownie na chwileczkę, żeby otrzepać stopy, ojciec zaszedł mnie od tyłu. Nie słyszałam jak szedł, więc nie mogłam się bronić. Zrzucił mnie ze schodów. Turlając się obijałam się o kanty , ściany, barierki. Leżąc już na dole, nie mogłam się ruszyć. Straciłam czucie w kończynach. Może to i lepiej bo nie czułam bólu. On zszedł do mnie i z całej siły kopnął mnie w brzuch. Niestety, to poczułam. Zwijając się z bólu, płacząc, prosiłam, błagałam żeby przestał, ale on wpadł w furię. Jedną ręką złapał mnie za gardło i podniósł do góry, a drugą z pięści bił po całym ciele: po brzuchu, twarzy. Nie mogłam się uwolnić, ani oddychać. Gdy zauważył, że robię się sina rzucił mną o ziemię. Stał i patrzył jak ledwo żywa próbuję wstać. Podniosłam i chwiejąc się zaczęłam iść w stronę łazienki. Żeby dokończyć dzieło zawlókł mnie do garażu, tam skopał i zamknął.
Leżałam na zimnej posadce. Chciałam umrzeć. Chciałam żeby to wszystko się skończyło. Przypominałam sobie te wszystkie szczęśliwe chwile z dzieciństwa. Pamiętałam wszytko jakby przez mgłę, ale jednak pamiętałam. To gdy zawsze mogłam przytulić się do mamy, bez żadnego powodu. To gdy przy przetarciu kolana mama siadała ze mną i delikatnie obmywała ranę. To gdy zawsze na dobranoc czytała nam bajki i całowała w czoło. To gdy czułam się bezpieczna, gdy wiedziałam, że nic mi nie grozi. To, gdy wiedziałam, że jestem kochana, że jestem potrzebna na tym świecie. To wszystko minęło bezpowrotnie. Nie wierzyłam, że kiedyś jeszcze powrócą te czasy, a z nimi moja mama. Już dawno bym się zabiła, gdyby nie myśl, że zostawię brata samego. Nie mogłam mu tego zrobić. Nikt oprócz mnie i Lou nie wiedział co się u nas dzieje. Siniaki starannie kryłam pod make-upem, nie chodziłam na baseny, często ubierałam się w bluzy z długim rękawem. Nie chciałam mieć chłopaka, żeby nie zasmucać go moimi problemami. Wszyscy przyjaciele się ode mnie odwrócili, bo myśleli, że jestem rozpieszczonym gówniarzem, mającym raj w domu. Tak naprawdę nic o mnie nie wiedzieli. Nie mogliśmy też nigdzie uciec, bo rodzina zerwała z nami kontakty, po tym jak ojciec zaczął pić. Wydawało mi się, że jestem na tym świecie sama. Nic mi się nie chciało. Wolałam umrzeć. Czułam się tak samo, jak wtedy gdy cztery lata temu obudziłam się w szpitalu i nikogo przy mnie nie było.
Usłyszałam czyjeś kroki. Bałam się, że to ten kat, wraca, żeby się jeszcze wyżyć. Nie miałam siły wstać, schować się. W sumie to nawet nie było gdzie się chować. Modliłam się o śmierć, swoją albo ojca.
Jednak to był Louis. Szukał mnie, bo zmartwiło go, że tak długo nie ma mnie w pokoju. Gdy zapalił światło zauważyłam, że on też ma rozciętą głowę. Zrozumiałam, że ojciec zorientował się, że Lou krył mnie i jego też pobił. Nie zważając na swoją głęboką ranę, podbiegł do mnie i wycierał lecąca mi z ust i nosa krew.
- Ten sukinsyn znowu ci to zrobił. Jak on może, ty jesteś bezbronna. Do tego własne dzieci... Zabije go za to. Nie ważne, czy sam przy tym zginę. Nie pozwolę, żeby znęcał się nad tobą.
- Przestań... Dobrze wiesz, ze z nim nie wygrasz, a jeżeli tobie się coś stanie ja tego nie zniosę. Nie chcę żyć bez ciebie.
- Przepraszam, naprawdę nic nie mogłem zrobić... Chciałem cię chronić, ale nie wiedziałem jak. Jestem beznadziejny. Jak ja mogłem do tego dopuścić.- Mówił przez łzy.
- Nic nie mogłeś zrobić. My nic nie możemy zrobić. Nikt nam nie uwierzy.
- Obiecuje ci, że przyjedzie po nas mama, że uwolni nas od niego. Gdyby tylko wiedziała co tu się dzieje, od razu by nas stad wzięła... Przysięgam ci, że już niedługo to się skończy.
Powtarzał mi to już wielokrotnie. Szczerze, to już przestawałam w to wierzyć. Jedyne w co wierzyłam to to, że nikomu nie jesteśmy potrzebni, że jesteśmy wrzutami na dupie ojca, który najchętniej by się nas pozbył, ale boi się konsekwencji.
Temperatura w garażu zaczęła naprawę spadać, więc Louisa na rękach zaniósł mnie na piętro. Bałam się spać sama, bo wiedziałam, że ojciec poszedł się upić (jak zwykle), a po drugie była burza. Ja od dzieciństwa bałam się burzy. Dlatego nocowałam w pokoju Lou.
W środku nocy obudziły mnie hałasy. Nie zdziwiłam się... W końcu tata zawsze się nabijał gdy wracał z baru. Zastanawiające było jednak to, że wyraźnie słyszałam kobiecy głos. Szturchnęłam Louisa. Początkowo uznał, że mi się przesłyszało i kazał iść spać, ale po chwili sam usłyszał krzyki kobiety. Baliśmy się, ale zeszliśmy na dół.
To co tam zobaczyłam wbiło mnie w ziemię. W progu stała bardzo ładna kobieta o niebieskich oczach i czarnych, kręconych włosach. Mimo, że minęło tyle lat, poznałam ją. To była mama! Nasza mama! Wróciła po nas! Uratuje nas!
- Jezu Chryste, Mayah, Louis, chodźcie do mnie!- wykrzyknęła na nasz widok.
Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Rzuciłam się na mamę i mocno ją przytuliłam. Czekałam na ten moment ponad dziesięć lat. Nie chciałam jej puścić, bałam się, że ktoś mi ją teraz odbierze. Nie zniosłabym tego kolejny raz. Lou nadal stał bez ruchu. Gdy się otrząsną podbiegł do nas i tak samo uściskał mamę. Zobaczyłam jak płacze, starał się to ukryć przed mamą, udać twardego. Chyba mu się to udało, bo mama nic nie mówiła. Za to spostrzegła i na pewno usłyszała moje szlochanie.
- Mamo, błagam, zabierz nas stąd. Nie chce tu być ani chwili dłużej. Nie zostawiaj nas kolejny raz. Boje się...
- Już ciii... Nie martw się, nie zostaniecie tu ani minuty z nim. Zabieram was do siebie. Mam zezwolenie sądowe. Lećcie na górę spakujcie wszystko, nie spieszcie się, muszę porozmawiać z waszym ojcem.
W tym momencie on rzucił się na nią z pięściami. Zaczął wyzywać od najgorszych. Oczywiście nie mogliśmy pozwolić, żeby coś jej się stało. Lou zaraz stanął w obronie mamy. Odepchnął ojca, a ten wpadł w doniczki tłukąc je. Kilka razy próbował jeszcze zaatakować, ale w Louisa jakby wstąpiła jakaś niesamowita siła, która pozwalała mu pokonać ojca. W międzyczasie mama zadzwoniła po policję, która już po kilku minutach była już u nas w domu. Zgarnęli tatę, więc spokojnie mogliśmy się spakować. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy, nie chciałam mu nic zostawić, jednocześnie starałam się nie pakować rzeczy, które należały do ojca, a przekazał mi je. Brzydziłam się nim. Nie chciałam do nowego miejsca brać starych problemów. Wiałam zamiar zacząć wszystko od nowa, z resztą podobnie jak Lou.
- Mamo, a tak w ogóle, to gdzie nas zabierasz?- Zapytałam.
- Przeprowadzacie się do Wolverhampton. Mam tam dom. Jest duży i podobny to tego, w którym dotychczas mieszkaliście. Myślę, że szybko się przyzwyczaicie. Będziemy mieszkać w bardzo miłej okolicy. Sąsiedzi są sympatyczni i przede wszystkim nie dzwonią na policję gry ktoś zrobi imprezę, a to dla was chyba dobra wiadomość- Dodała śmiejąc się. Jej śmiech był taki szczery, sympatyczny i przyjazny. Teraz nie wyobrażałam sobie jak mogłam żyć bez niej te 12 lat. Wydawało mi się, że znamy się od zawsze, że nigdy się nie rozstawałyśmy...
Gdy już oboje spakowaliśmy wszystkie swoje rzeczy zeszliśmy na dół i wyszliśmy do auta. Usiadłam na przednim siedzeniu. Nie lubiłam jeździć z tyłu, źle się czułam. Samochód prowadziła mama, Lou natomiast zajął tylnie.
- Ugh, Mayah w kieszeni twojej bluzy jest mój telefon, zapomniałem, możesz mi go podać?
- Tak, tylko co on robi w mojej kieszeni?
- Wrzuciłem ci go jak cię zanosiłem do pokoju, no wiesz wtedy z tym garażem...
Na chwilę oboje ucichliśmy, nie chcieliśmy martwić mamy. Jednak ona to wyczuła i od razu zapytała:
- O co chodzi, jaki garaż?
- Nic nie ważne, zasnęłam w garażu...- skłamałam, ale tylko dla jej dobra.
- No przecież widzę siniaki na całej twojej twarzy... Powiedzcie wreszcie...
Oh, widocznie zapomniałam zapudrować ran przed wyjazdem. Teraz już musieliśmy jej wszytko powiedzieć. Jak wszystko, to wszystko. Nie oszczędzaliśmy szczegółów. Gdy skończyliśmy zapadła niezręczna cisza. Żeby to zatuszować włączyłam radio. Po chwili jednak wyłączyłam, bo był środek nocy, a do tego ulewa więc trzeba było skupić się na jeździe.
- No to jak z tym telefonem? Bo jeszcze go nie dostałem...
- O sorki, zapomniałam. Czekaj tylko go znajdę... Ok mam.
Z racji, że jestem praworęczna, smartfona podawałam mu prawą ręką, na której miałam bransoletkę z połówkami serduszek. Lou od razu zauważył różnicę...
- O proszę proszę. Doszło trzecie serduszko? Od kogo to? Nie pochwaliłaś się...- zaczął dosyć ironicznie, ale z sympatycznym uśmiechem.
- Jaka bransoletka?- zapytała mama włączając się do rozmowy.
Louis wyjaśnił, ze to moja bransoletka, do której doczepiam połówki serduszka. Drugą połówkę ma osoba, z którą jestem mocno związana. Ma to przynieść nam szczęście i wróżyć, że podświadomie jesteśmy zawsze ze sobą.
Rzeczywiście, jedno serduszko było od Louisa, drugie od Zayna, a trzecie dzieliłam z Niallem. Tego trzeciego wcześniej nie widział.
- No więc dowiem się od kogo to ładne serce. W dodatku z literką N, z tego co widzę?- zapytał lekko zniecierpliwiony.
Głupio było mi mówić o tym przy mamię, więc wysłałam mu tylko SMS 'Zamknij się, powiem ci jak dojedziemy. +pozwól mi mówić za siebie, niektóre rzeczy chcę przed nią ukryć, okej ;*? ' Sprawa ucichła. Jechaliśmy już do końca bez słowa. Jednak w moim wnętrzu wrzało. Powróciły wspomnienia. O kim? O Zaynie. Gdy byliśmy młodsi, jeszcze przed wypadkiem, przed pobytem w szpitalu, przyjaźniłam się z Zaynem. Nawet miałam nadzieję, że w przyszłości będzie z tego coś więcej. Był moim najlepszym przyjacielem, jednocześnie jakby chłopakiem. Byliśmy nierozłączni. Aż do pewnego momentu... Pojawił się program telewizyjny X-Factor. Całe miasto wiedziało, że Malik był genialny. Gdy śpiewał wszystko inne stawało się mało ważne. Namawiałam go przez długi czas, aż w końcu się zgodził. Poszedł na casting, dostał się. Potem tylko półfinały, finał no i oczywiście wygrał. Wspierałam go przez cały ten czas, a on, gdy tylko podpisał kontrakt i pojechał w trasę koncertową, zerwał wszelkie kontakty. Początkowo miałam mieszane uczucia. Przez pierwszy miesiąc nie mogłam spać, nie jadłam, nie chciało mi się żyć. Płakałam całymi dniami, nocami. Potem nadszedł etap pytań:'dlaczego on mi to zrobił', ' czy wszystko z nim w porządku', 'czy daje sobie rade'. Zranił mnie, ale i tak mocno za nim tęskniłam... Nie mogłam się pozbierać po jego odejściu. Gdy już zrozumiałam, że nie wróci, bardzo chciałam wyrzucić serduszko, ale jakaś wewnętrzna część mnie nie kazała mi tego robić. Tak do teraz talizman zawsze wisi na mojej ręce. A czy on nadal ma swój? Tego już chyba nigdy się nie dowiem...
- No jesteśmy, wysiadajcie. - spokojnym głosem powiedziała mama. Była bardzo zmęczona jazdą, więc Lou nie pozwolił jej nosić walizek. Sam chciał dać radę, ale torby były naprawdę ciężkie i było ich dużo. Po chwili podbiegł do nas jakiś nieznajomy chłopak. Był dosyć wysoki, mocno zbudowany, o ciemnych oczach, raczej w wieku Louisa.
- Cześć jestem Liam, będziemy terach chyba sąsiadami. Może pomogę?- zapytał.
- Oh Liam, co ty tu robisz? Jest środek nocy... Tata na pewno będzie się o ciebie martwił...- powiedziała zakłopotana mama.
- O dzień dobry pani Tomlinson, nie zauważyłem pani. Nie ma problemu, taty nie ma w domu, a ja nie mogę spać. Patrzyłem do okna i zauważyłem wasz samochód. No to jak mogę pomóc?- zapytał posyłając mi szczery uśmiech.
- Coś się spóźniłeś z tym 'dzień dobry' bo jest noc, ale jasne skoro chcesz możesz pomóc- odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
To co zobaczyłam w domu przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. To był totalny wypas. Nasz stary dom to przy tym była stodoła. Wszędzie najnowocześniejsze gadżety na rynku. Ani ja, ani Lou nie mogliśmy wydusić słowa. Poza tym dom był ogromny, można się było zgubić. Ale nie to było najważniejsze. Ta atmosfera, która tam panowała, ta której brakowało w naszym domu. Ta 'unosząca się' miłość. To było coś cudownego. Czułam się jakbym po latach wróciła do swojego rodzinnego miejsca zamieszkania.
- No zasuwajcie na górę. Pierwszy po lewej to pokój Mayah, a po prawej twój Lou. Macie pokoje obok siebie, bo wiem, że jesteście mocno zżyci... Nie rozpakowujcie się dzisiaj, zrobicie to rano, od razu połóżcie się spać.
Nawet nie zauważyłam, że Liam już poszedł, tak byłam zagapiona w nasze nowe mieszkanie. Od mojego pokoju nie oczekiwałam wiele; wystarczyło mi łóżko, jakaś szafa, biurko... Gdy weszłam zaniemówiłam... Ogromny telewizor na ścianie, kilka szaf ( to w sumie było dobre, bo walizek z ubraniami miałam aż 9), komputer, wszędzie zdjęcia z dzieciństwa, mega łóżko, a ściany pomalowanie na mój ulubiony kolor. Skąd ona wiedziała, że o takim pokoju marze? Cały naszpikowany nowinkami technologicznymi, nawet szafki otwierały się na dotyk!
- Jezu Mayah, twój pokój też tak wygląda?- Przybiegł zestresowany Lou.- No widzę, że tak samo...
- OMG nie wiem jak się do tego przyzwyczaję...- odpowiedziałam.
- Teraz to ty się nie przyzwyczajaj, tylko idź spać.
- Masz rację, jestem padnięta.
Wtedy usłyszałam potężny grzmot. Ze strachu padłam na ziemię. Lou od razu do mnie podbiegł mocno przytulił i zaproponował żebyśmy jeszcze tej nocy spali w jednym pokoju. Zgodziłam się. Zasypiając zrozumiałam, że mam prawdziwy skarb, jakim jest brat. Pocałowałam go lekko w czoło, tak jak robiła to przed laty mama i zasnęłam...
Louis
Zawsze wierzyłem, że mama po nas wróci, zawsze! Ufałem jej bezgranicznie. Wiedziałem, że kto jak kto ale ona nas nie zostawi. I przekonałem się... Wróciła, po tylu latach, ale wróciła. Nie oczekiwałem aż takiego domu, chciałem po prostu z nią zamieszkać, z nią i z Mayah, nie ważne gdzie. Widziałem jaka Mayah była szczęśliwa gdy zobaczyła naszą mamę. Zastanawiało mnie tylko od kogo May ma to trzecie serduszko, bo w końcu mi nie powiedziała. Gdy tak patrzyłem na nią śpiącą, zrozumiałem, że jest największym skarbem jaki mam i muszę ją bronić za wszelka cenę!
Mama miała rację, mówiąc, że będziemy mieli naprawdę miłych sąsiadów. Ten Liam jak tylko nas zobaczył od razu przybiegł żeby nam pomóc. Wydaje się sympatyczny i porządny. Zauważyłem, że wpadł w oko Mayah... Oby był dla niej odpowiedni...
- Dobrze się stało, że to wszystko się stało na wakacjach, bo będziemy mieli czas na zapoznanie się z wszystkimi przed rozpoczęciem szkoły...- pomyślałem. Jednak nie zastanawiałem się długo, bo zaraz zasnąłem...
_________________________________________________________
Okej, tu macie rozdział 1 :). Jakby ktoś się nie zorientował, to historia z prologu działa się 4 lata temu, teraz Lou ma 18, a Mayah 16 lat. Przepraszam, ze taki odstęp czasu między jednym a drugim rozdziałem, ale byłam chora :). Staram się też żeby rozdziały były dopracowanie, więc po napisaniu sama czytam 3-4 razy, wprowadzam jakieś poprawki. Dlatego to tyle trwa. Mam nadzieję, że warto było czekać. Piszcie komentarze, to robi mega motywację XD. A bez motywacji ciężko pisać :). Powiedzcie tez czy podoba wam się strona ogólnie (chodzi o tło, kolory itp). Miłego czytania :*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
To jest świetne! W końcu w życiu rodzeństwa pokazało się światełko i żyć będa teraz z mamą.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba. Powiadamiaj mnie na TT @tekturowa
Bardzo spodobał mi się twój blog :D Spodobało mi się wiele momentów, a głowna bohaterk jest świetna...;) Mimo że to początek, to mnie tak wciągło że będę częstym gościem.. Czekam na kolejny, zjabisty rozdział, mam nadzieję że jak najszybciej będzie i życzę dużo weny <3
OdpowiedzUsuńZapraszam http://one-direction-lose-my-mind.blogspot.com/